Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BL. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2026

Stars of Chaos 5 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 5
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Napięcie między frakcjami na cesarskim dworze sięga zenitu. Doktor Chen szuka lekarstwa na dręczące Chang Genga wu’ergu, a w tym czasie zdrowie Gu Yuna coraz bardziej się pogarsza. Wielkie Liang czeka ostatnia konfrontacja z siłami papieża.

Właściwa fabuła zajmuje pierwszą połowę książki. I z tą pierwszą połową, muszę przyznać, miałam kłopot. Nie wiem, czy po prostu ta książka miała pecha i trafiła na zastój czytelniczy u mnie, czy po prostu końcówka była mało porywająca, ale okropnie ciężko mi się czytało te dwieście stron. I ciężko mi wskazać dlaczego. W końcu teoretycznie historia doszła do punktu kulminacyjnego. Podobał mi się pojedynek dowódczy między Gu Yunem a papieżem, to w jakim stopniu ich strategie były oparte na znajomości charakteru przeciwnika. Podobało mi się końcowa bitwa, zwłaszcza rola jaką odegrało w niej Dongying. Polityka na dworze cesarskim i reformy gospodarcze Chang Genga też powinny być ciekawe.

A jednak łapałam się na tym, że co chwilę gubię wątek. Zabrakło mi czegoś, co by mocniej przykuło moją uwagę do tekstu, zwłaszcza, że faktycznie dużo w tym tomie akcji z postaciami, do których czytelnik nie został jakoś mocniej przywiązany emocjonalnie.

Samo zakończenie mi się podobało, scena z Gu Yunem i Chang Gengiem w namiocie dowodzenia była jednocześnie przekomiczna i romantyczna.

O ile do pierwszej połowy tego tomu mam zastrzeżenia, to ostatnie dwieście stron było balsamem na moją duszę. Dosłownie pół książki zajmują rozdziały dodatkowe, w znacznej mierze opisujące wydarzenia po zakończeniu głównej fabuły. Innymi słowy: zwykle autorzy piszą na końcu książki, że bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, tymczasem priest poszła krok dalej i to długo i szczęśliwie opisała. I chwała jej za to, bo właśnie tego potrzebowałam! Dodatkowe rozdziały do tej powieści są dokładnym przeciwieństwem tych z „Guardiana” tej autorki. Tam dostałam emotional demage, tu ciepły kocyk i kubek kakałka.

Jak już pisałam przy okazji poprzednich tomów, Chang Geng i Gu Yun tworzą naprawdę udaną parę i po prostu przyjemnie się o nich czyta. Zwłaszcza, że w rozdziałach specjalnych mamy okazję obserwować ich codzienne życie, bez żadnej wojny w tle. Jest spokojnie, sielsko, po prostu uroczo. Nie sądziłam, że czytanie o tym jak Gu Yun urządza dom będzie takie emocjonalne... Do tego w jednym rozdziale mamy okazję zobaczyć jak wyglądało dzieciństwo i młodość Gu Yuna.

Poza głównymi bohaterami postacie drugoplanowe dostają też swoje pięć minut. Dostałam więcej generała Shen Yi, moje modlitwy zostały wysłuchane! Absolutnie uwielbiam jego przyjaźń z Gu Yunem. Do tego cały wątek związku jego związku z doktor Chen, którego mi brakowało w głównej fabule… No to tu to dostałam odpowiednio rozwinięte. Po za tym dostaliśmy też rozdział o młodości pewnego stroniącego od kąpieli mnicha.

Bardzo podobało mi się, jak autorka potraktowała niepełnosprawność bohaterów. Bałam się, że na wszystkie ich przypadłości znajdą się lekarstwa i wyleczą się bez żadnych skutków ubocznych. Na szczęście miałam rację tylko w połowie. Bo o ile faktycznie lekarstwa się znajdują, to jednak kuracja nie jest stuprocentowo skuteczna, a pewnych uszkodzeń po prostu nie da się cofnąć.

Chyba moim największym rozczarowaniem wobec tego tomu, a w sumie to całej serii, jest to, jak małą rolę odegrali Ge Chen i Cao Chunhua. Owszem, to nie tak, że autorka o nich całkowicie zapomniała, ale spodziewałam się, że będzie ich więcej. A na dobrą sprawę nawet nie wiadomo, co Cao Chunhua robił po wojnie… Chłopaki zapowiadali się na naprawdę interesujące postacie, a ostatecznie pojawiali się tylko wtedy gdy byli potrzebni żeby pchnąć fabułę.

Udało mi się wyłapać parę niedociągnięć w kwestii wydania. Literówkę dostrzegłam tylko jedną, ale za to w tytule rozdziału. Za to parę razy wyłapałam, że tekst został źle sformatowany, co mnie zaskoczyło, bo nigdy wcześniej nie widziałam tego typu błędu, a jednak sporo książek czytam.

Za to absolutnie cudowna jest okładka tego tomu i ilustracja na rozkładówce. A mała ukryta ilustracja na wewnętrznej stronie skrzydełka to już wisienka na torcie.

Ogólnie, mimo paru mankamentów, seria mi się bardzo podobała. Bardzo chętnie bym obejrzała dramę na jej podstawie, która zresztą została nakręcona, ale utknęła w cenzorskim limbo po zaostrzeniu przepisów w Chinach. Nawet z wyciętym wątkiem romantycznym ta historia ma potencjał… Choć z romansem jest lepsza. Słyszałam opinie, że książek priest nie należy czytać dla romansu, bo jest go w nich bardzo mało. Może i mało, ale za to najwyższej jakości! Ja jak najbardziej polecam tę serię romantykom szukającym bardziej subtelnego romansu z rozbudowaną fabułą.

sobota, 16 maja 2026

Stars of Chaos 4 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 4
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Podczas misji mającej na celu zbadanie sprawy korupcji na południu Chang Geng wpada w kłopoty. Tymczasem jego imię zostaje zamieszane w spisek mający na celu zamach na cesarza. Jednak konflikty wewnętrzne to nie jedyny problem Wielkiego Liang: Osiemnaście Plemion wciąż pragnie zemsty, a armia papieża zbiera siły do ponownego ataku.

Z przykrością stwierdzam, że ten tom nie utrzymał poziomu poprzednika. Znaczy, nie jest źle, ale tom trzeci podniósł moje oczekiwania, a czwarty po prostu ich nie udźwignął.

Przede wszystkim za dużo w tym tomie było Gu Yuna przybywającego na ratunek, zwłaszcza w początkowych rozdziałach. Jeszcze, żeby te wydarzenia rozgrywały się mniej więcej w tym samym regionie, ale nie, miałam wrażenie jakby odległość nagle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, a Gu Yun teleportował się z miejsca na miejsce. Miałam flashbacki z ostatniego sezonu „Gry o tron”, a to nigdy nie jest komplement.

Drugi zarzut mam do wątku Osiemnastu Plemion. Jak na wątek, który w sumie rozpoczął całą fabułę tej serii, to zakończenie było jakieś takie niesatysfakcjonujące. Prawdopodobnie przez to, że obyło się praktycznie bez udziału głównych bohaterów. I o ile cieszę się, że postacie poboczne dostały szansę by zabłysnąć, a ostatnie chwile Wilczego Króla były naprawdę ciekawie opisane, tak pozostał pewien niedosyt. No i fakt, że całkowicie nie wykorzystano postaci drugiego wu’ergu, aż się zastanawiam po co w ogóle wprowadzono tę postać.

Trochę też rozczarował mnie wątek generała Shen Yi i panny Chen, spodziewałam się chyba trochę więcej interakcji między tą dwójką. Ja wiem, że to wątek całkowicie poboczny, ale wolałabym żeby trochę bardziej autorka go rozbudowała, żeby to nie było tak jednostronne uczucie ze strony pana generała. Zwłaszcza, że ja bardzo lubię, kiedy w gejowej książce dostaje romans hetero na drugim planie. Zresztą tak samo w drugą stronę, ot, taka moja przewrotna natura. A biorąc pod uwagę, co pani doktor i pan generał muszą przechodzić z parą głównych bohaterów, to naprawdę należy im się odrobina szczęścia.

No, a teraz przejdźmy do rzeczy, które mi się podobały, żeby nie było, że ze mnie taka maruda.

Ogólnie cały wątek z zamachem na cesarze, wyjąwszy teleportującego się Gu Yuna, mi się podobał. Bardzo fajnie przedstawiono ten spisek. W ogóle sama postać cesarza coraz bardziej mi się podoba, to jak z jednej strony polega na Gu Yunie i bracie, a z drugiej zżera go paranoja. Chang Geng jest na tyle tajemniczy, że nikt nie jest pewny jego prawdziwych motywów, a to jak blisko są z Gu Yunem sprawia, że i lojalność marszałka staje pod znakiem zapytania.

Wciąż niesamowicie podoba mi się przyjaźń Gu Yuna i Shen Yi, a teraz kiedy Shen Yi się zakochał, to Gu Yun ma prawdziwe używanie.

Podobało mi się, że zarówno Barbarzyńcy jak i Daleki Zachód nie zostali przedstawieni jako monolity, że te nacje, tak samo jak Wielkie Liang zmagają się z konfliktami wewnętrznymi. Wilczy Król pragnie zemsty, lecz jego lud jest już zmęczony ciągłą wojną, zwłaszcza, że kraj nęka klęska głodu. Zaś wśród z Zachodu coraz wyraźniej widać konflikt interesów między papieżem a królem.

Chang Geng i Gu Yun to dalej bardzo fajna para, choć przez większość czasu nie przebywają razem. Chyba to mi się w tej serii tak bardzo podoba: romans, choć zdecydowanie istotny, zajmuje bardzo mało miejsca. Dużo w tym tomie chorowania, zresztą, jak w całej serii. Ja chyba powinnam pić kielona za każdym razem jak Gu Yun albo Chang Geng są ranni/chorzy… Znaczy, nie uważam tego za wadę, zwłaszcza, że wprowadza to nastrój przemijania… Stan zdrowia Gu Yuna pogarsza się z każdą chwilą, podczas gdy jest on gwarantem stabilności psychicznej Chang Genga. Dostajemy w tym tomie też dodatkowe informacje o wu’ergu.

Ogólnie, jest to trochę słabszy tom, ale czytało mi się go bardzo szybko, nie tylko dlatego, że był krótki. Serię dalej polecam.

środa, 6 maja 2026

Stars of Chaos 3 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 3
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Jako, że ta seria to ciągła historia, to ostrzegam, że spoilery do poprzednich tomów w poniższej recenzji latają nisko (będzie padać!).

Armia Dalekiego Zachodu oblega stolicę. Jednak sama obrona stolicy nie wystarcza. Wielkie Liang straciło w wojnie wiele: część ziem dostała się pod obce panowanie, skarbiec świeci pustkami, a zapasy fioletowego złota, szczególnie potrzebnego w tych ciężkich czasach skurczyły się drastycznie. Gdy marszałek Gu Yun rusza bronić granic kraju, książę Yan robi wszystko, by ustabilizować sytuację gospodarczą w kraju.

Oj, dzieje się w tym tomie dużo. Są bitwy, są intrygi dworskie, ale jest też miejsce na rozwój bohaterów i relacji między nimi. Ciężko było się oderwać od lektury.

Bardzo podobało mi się jak w tym tomie jest poprowadzona postać Chang Genga. Obserwowanie drogi od księcia w ogóle niezainteresowanego polityką do praktycznie zbawcy narodu było bardzo satysfakcjonujące. Zdobywanie coraz większych wpływów na dworze, zarówno ciężką pracą jak i podstępem. Właśnie ta polityczna część powieści okazała się najbardziej zajmująca. Pozwoliło to też na rozwinięcie bohatera w oderwaniu od romansu, co bardzo pomogło w wyrównaniu dynamiki w tej relacji.

Poza intrygami politycznymi duże znaczenie ma też wątek klątwy. Dowiadujemy się więcej o tym jak działa wu’ergu i czym właściwie jest. Poznajemy też przeszłość Chang Genga i okazuje się, że chłopak może faktycznie nie być tym, za kogo wszyscy go mają. Wpływ wu’ergu każe mieć wątpliwości, czy książę naprawdę jest tak bezinteresowny w swoich działaniach, jak to się wydaje.

Postać Gu Yuna też przechodzi przemianę. Jego zdrowie cały czas się pogarsza, zwłaszcza, że dwa razy w tym tomie zostaje on poważnie ranny… Staje się on z wiekiem coraz bardziej refleksyjny. Co prawda tylko w środku, na zewnątrz cały czas pokazuje tą samą bezwstydną twarz. I niech ktoś temu mężczyźnie zabierze flet, bo w jego rękach to zabójcza broń! Poznanie prawdy o truciźnie trawiącej Chang Genga sprawia, że Gu Yun musi zmierzyć się z własnymi uczuciami…

W tym tomie w końcu romans zaczyna się na dobre. I muszę powiedzieć, że ten wątek bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Sięgając po tę serię miałam duże wątpliwości co do tego, jak będzie wyglądać relacja między głównymi bohaterami, biorąc pod uwagę, że w pewnym sensie są „ojcem” i „synem”. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że absolutnie uwielbiam ich jako parę. Jest to bardzo delikatny relacja, dużo tu czułości i romantyzmu, ale takiego subtelnego. Scen erotycznych nie ma. Znaczy, seks jest, ale za zamkniętymi drzwiami. W sumie fascynujące jest to jak bardzo kinky potrafią być bohaterowie książek priest pomimo tego, że nie pisze ona erotyki. Podoba mi się, że autorka zadbała o to, by bohaterowie mieli życie poza swoją relacją, by nie byli od siebie zależni. Owszem, ich relacja zahacza o tabu, ale bardziej w kwestii tego jak jest postrzegana przez innych, a nie, że jest jakoś szczególnie problematyczna.

W dalszym ciągu uważam, że przyjaźń Gu Yuna z generałem Shenem jest najlepszą relacją w powieści. Shen Yi jest absolutnie wspaniały w roli piątego koła u wozu i uwielbiam to, jak on ma dość tych dwóch momentami, a zwłaszcza Gu Yuna. Do tego w tym tomie generał dostał swój własny wątek i jest go zdecydowanie więcej.

Pozostali bohaterowie drugiego planu może nie wybijają się aż tak bardzo, ale są na tyle wyraziści, że nie da się ich pomylić i łatwo ich zapamiętać.

Bardzo ważny w tym tomie jest motyw troski o ojczyznę, co w sumie jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że bohaterami są książę i wojskowy, a cała historia jest o obcej inwazji. Niezmiennie bawi nazywanie ludzi z Dalekiego Zachodu „włochatymi małpami”.

Uwielbiam poczucie humoru w książkach priest. Nie raz w trakcie czytania śmiałam się na głos.

Ciekawą rzeczą, jaką zauważyłam w trakcie czytania, jest to jak często pojawiają się cytaty i nawiązania do klasycznej literatury chińskiej. I to nie jako wtrącenia, ale normalnie jako część narracji.

Jak do tej pory był to najlepszy tom serii. Czytało się to niesamowicie przyjemnie, a bohaterów ciężko nie pokochać. Zdecydowanie polecam.

wtorek, 28 kwietnia 2026

Stars of Chaos 2 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 2
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Jako, że „Stars of Chaos” to bardziej jedna długa powieść, nie da się pisać o tomie drugim bez zdradzenia chociaż trochę z poprzedniej części. Dlatego tych, którzy chcą uniknąć spoilerów tu jest link do recenzji tomu pierwszego. A całą resztę zapraszam do lektury.

Od wydarzeń z poprzedniego tomu minęły cztery lata. Cesarz umacnia swoją władzę nad wojskiem co spotyka się ze sprzeciwem generałów. Sytuacja zaognia się zwłaszcza na południowej granicy, na Wielkie Liang pada groźba rebelii. Los sprawia, że ponownie przecinają się drogi Chang Genga i Gu Yuna.

Chang Geng bardzo wydoroślał w ciągu tych czterech lat. Konieczność panowania nad morderczymi instynktami sprawiła, że młodzieniec umie zachować zimną krew w każdej sytuacji. No, prawie każdej.

Romans w tym tomie zajmuje trochę więcej miejsca niż w poprzednim, acz wciąż jest jednostronny. Mamy tu do czynienia ze slow burn, przy czym Chang Geng burn, a Gu Yun jest slow. Jest bardziej gejowo niż w poprzedniej części, w końcu Chang Geng jest już dorosły. Jego uczucia też w końcu wychodzą na jaw. Tylko, że Gu Yun dalej widzi w nim tylko syna. Podoba mi się też, że jednak homoseksualizm nie jest tutaj traktowany jako orientacja domyślna, co często się zdarza w przypadku BL.

A Gu Yuna jest tu więcej niż w poprzednim tomie. O ile w pierwszej części protagonistą był wyraźnie Chang Geng, tak w tym tomie mam wrażenie, że przez większość czasu śledzimy perspektywę Gu Yuna. Dowiadujemy się więcej o jego przeszłości. Mam mieszane uczucia względem sugestii, że jego wzrok i słuch da się wyleczyć, acz wygląda na to, że nawet jeśli, to nie całkowicie bez konsekwencji, więc mam wiarę w autorkę.

Jak w poprzednim tomie narzekałam na imperializm i moralność Kalego, tak w tym tomie wychodzi na to, że to był element charakteryzacji postaci. Gu Yun z wiekiem trochę zmienia podejście, acz nie jakoś drastycznie. W każdym razie, autorka się wybroniła w tej kwestii.

Bardzo mi się spodobał wątek konfliktu między cesarzem a Gu Yunem. O ile Gu Yun nie miał najmniejszego zamiaru podważać władzy cesarskiej, tak sam fakt rozdzielności władzy wojskowej od cywilnej mógł cesarza niepokoić. Zwłaszcza, że generałowie zdają się być bardziej skorzy do słuchania rozkazów marszałka. I nawet jeśli cesarz wykazywał do pewnego stopnia paranoję, a jego decyzje były katastrofalne w skutkach, to całkowicie rozumiem pobudki. Wątek jak dla mnie logiczny i wprowadzający ciekawą dynamikę.

Postaci pobocznych było w tym tomie mniej i nie były tak wyraziste. Moi ulubieńcy z poprzedniego tomu, czyli Ge Pangxiao i Cao Niangzi pojawili się tylko na chwilę, przy czym ten drugi przestał się ubierać jak dziewczyna… Smuteczek. Za to muszę powiedzieć, że absolutnie uwielbiam przyjaźń między Gu Yunem a Shen Yi.

Początkowo czytanie tej części szło mi dość opornie. Podejrzewam, że po prostu nie mogłam się w czuć w historię przez ten przeskok czasowy. Na szczęście jakoś od połowy historia nabiera tempa, zarówno pod względem relacji między bohaterami jak i samej fabuły. A ta pod koniec nabiera skali, której spodziewałabym się po końcówce serii, a nie drugim z pięciu tomów.

Okropnie brakuje mi w tej serii mapy. Samo Wielkie Liang jest, jak nazwa wskazuje, wielkie. W końcu to Chiny-nieChiny. A akcja potrafi przenosić się w różne regiony tego kraju. W dodatku coraz większe znaczenie dla fabuły mają kraje graniczące z Liang. O ile nie jest to jakoś bardzo skomplikowane i da się to spokojnie ogarnąć, to miło by było móc zerknąć sobie od czasu do czasu na mapę.

Trochę rozczarowana też jestem też tym, że ilustracje robiła inna osoba niż w pierwszym tomie. Dalej są ładne, ale żadna nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia.

Ogólnie, o ile uważam ten tom za trochę wolniejszy niż poprzedni, to seria jak na razie nie zawodzi. Jest ciekawie, relacja bohaterów rozwija się w interesujący sposób, a intrygi są odpowiednio intrygujące.

sobota, 11 kwietnia 2026

Stars of Chaos 1 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 1
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Jako, że liczba złych książek przeczytanych przeze mnie w ostatnim czasie osiągnęła masę krytyczną, postanowiłam zrobić sobie okłady z gejów i przeczytać coś, co faktycznie sprawi mi przyjemność. No i padło na serię „Stars of Chaos” priest, autorki bardzo lubianego przeze mnie „Guardiana”.

Trzynastoletni Chang Geng dorastał w ubogim mieście Yanhui, na granicy Wielkiego Liang z ziemiami Barbarzyńców. Podtruwany przez matkę chłopak spędza czas na nauce i opiece nad niepełnosprawnym przybranym ojcem. Jednak podczas ataku Barbarzyńców okazuje się, że całe jego dotychczasowe życie było kłamstwem… Życie nastolatka wywraca się do góry nogami, gdy ten wyrusza wraz z przybranym ojcem do stolicy cesarstwa.

Bardzo ważną rolę w tej powieści pełni fioletowe złoto – rodzaj paliwa, dzięki któremu Wielkie Liang osiągnęło swoją pozycję. Technologia w tym świecie jest w bardzo steampunkowym stylu, dużo tu pary i kół zębatych. Po prostu fioletowe złoto jest bardziej wydajnym paliwem niż węgiel, choć urządzenia na kotły węglowe też się pojawiają. Kto ma fioletowe złoto, tan ma władzę, dlatego paliwo to nie jest czymś co można normalnie kupić, dostaje się je z przydziału. Oczywiście czarny rynek kwitnie, a okoliczne kraje rywalizują o dostęp do tego paliwa.

Sam świat, mimo fantastycznej technologi bardzo przypomina nasz. Od razu można dostrzec, że Wielkie Liang to Chiny, Barbarzyńcy to Mongołowie, są odpowiedniki Japonii i Europy. Trochę razi mnie, jak stronniczo została przedstawiona polityka zagraniczna w powieści. Chodzi głównie o to, że gdy Wielkie Liang podbija okoliczne narody, to jest to przedstawione jako coś dobrego, zaś kiedy inne narody chcą choćby tylko odzyskać swoje dawne tereny to jest to niesłychana zbrodnia. Taka moralność Kalego w wydaniu imperialnym.

Chang Geng jak na razie jest całkiem typowym protagonistą. To po prostu bardzo pracowity dzieciak, który niekoniecznie odnajduje się w swojej nowej pozycji cesarskiego syna. Ale to dopiero początek historii, a już zasygnalizowano wątki, które mogą poprowadzić tego bohatera w ciekawym kierunku. Przede wszystkim: trucizna, którą truła go matka, a która ma wywołać u niego szaleństwo. I już pierwsze oznaki tego szaleństwa widać. Chłopak ma koszmary senne i problemy z zaufaniem, ale co się dziwić, też byście mieli jakby matka przez całe wasze życie próbowała dokonać spóźnionej aborcji…

Gu Yun, czyli rzeczony przybrany ojciec jest typem postaci, który absolutnie uwielbiam w chińskich powieściach. Facet nie ma za grosz wstydu, słowa „skromność” to on nawet w słowniku nie widział. Podoba mi się w jaki sposób autorka przedstawiła jego niepełnosprawność. Gu Yun niedowidzi i niedosłyszy, co faktycznie ma wpływ na jego funkcjonowanie. Owszem, bierze lek, który pozwala na zniwelowanie jego dolegliwości, ale remedium to też ma swoje ograniczenia i skutki uboczne. A jednocześnie Gu Yun jest świetnym wojownikiem i dowódcą. I jest bardzo inteligentny.

Romansu w pierwszym tomie prawie nie ma. Na szczęście, biorąc pod uwagę wiek i dynamikę między bohaterami. Gu Yun widzi Chang Genga tylko jako syna, dzieciaka pod jego opieką. Chociaż jeśli chodzi o to całe ojcowanie to jest w tym beznadziejny, ale co się dziwić, chłop ma niewiele ponad dwadzieścia lat. Za to Chang Geng… Cóż, powiem tylko, że ma mokre sny o swoim przybranym ojcu. Wzmianek o jego zauroczeniu nie ma jednak zbyt wiele i są dość subtelne. Trochę martwię się jak w przyszłych tomach wypadnie to przejście z relacji ociec-syn na romans… Na szczęście różnica wieku między bohaterami nie jest jakoś tragicznie duża, zaledwie 7-8 lat, a większość czasu spędzają oni z dala od siebie, więc to nie tak, że Gu Yun ma jakikolwiek wpływ na wychowanie młodego.

Pozostali bohaterowie też są świetni. Uwielbiam bromance między Gu Yunem a Shen Yi, jego prawą ręką. Dużo humoru wnoszą Ge Pangxiao i Cao Niangzi, dwaj chłopcy z Yanhui, którzy nie odstępują Chang Genga na krok. Pierwszy to przypominający prosiaka syn rzeźnika, a drugi crossdresser mający słabość do przystojnych mężczyzn. Ważną rolę odgrywa też Liao Ran, przystojny wędrowny mnich, który złożył śluby milczenia, należy do tajemniczej organizacji i zdecydowanie za małą wagę przywiązuje do higieny osobistej.

Dużo w tej książce humoru. Autorka bardzo często sceny absolutnie absurdalne opisuje górnolotnym stylem, co dodatkowo dodaje komizmu. Dialogi też miejscami są przezabawne. Ogólnie, lubię chińskie poczucie humoru, a w wykonaniu priest to już całkowicie trafia w mój gust.

Książkę czytałam po angielsku, więc moje zdolności językowe nie do końca pozwalają mi ocenić jakość tłumaczenia, ale czytało się przyjemnie i płynnie. Miejscami irytowało mnie w jaki sposób były dzielone słowa przy przenoszeniu do kolejnego wersu, ale może być przez to, że jestem przyzwyczajona do polskiego podziału na sylaby, nie mam pojęcia czy nie było to tu zrobione poprawnie.

Książka nie ma typowej struktury powieści, jak to zwykle w papierowych wydaniach webnovel, widać, że to tylko wycinek większej całości. Ale nie kończy się w środku akcji, tylko po rozwiązaniu konkretnego wątku, zamyka pewien etap w życiu bohaterów, więc o ile zakończenie jest otwarte, tak nie urywa się w pół zdania.
Ogólnie bardzo przyjemna lektura, jeśli ktoś lubi klimaty chińsko-gejowe to bardzo polecam.

niedziela, 24 listopada 2024

Guardian - priest


Tytuł: Guardian
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, urban fantasy, webnovel

Przed państwem chińskie geje, czyli moja opinia na temat Guardiana autorstwa priest (już sam pseudonim autorki wzbudza skojarzenia, nie?)

Historia zaczyna się gdy młody Guo Changcheng dzięki protekcji wujka dostaje pracę w Wydziale Śledztw Specjalnych, czyli specjalnej jednostce policji zajmującej się sprawami związanym ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Chłopak, mimo całkowitego braku predyspozycji do tej roboty (a w zasadzie do każdej…) już pierwszego dnia musi pomóc swojemu szefowi, Zhao Yunlanowi w śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci na miejscowym uniwersytecie. W toku śledztwa bohaterowie poznają Shen Weia, wykładowcę na rzeczonym uniwersytecie, który z miejsca wpada Zhao Yunlanowi w oko. Jednak przystojny nauczyciel nie jest do końca tym, za kogo się podaje…

Fabuła podzielona jest na 4 części, akcja każdej toczy się wokół jednego z 4 artefaktów. Nie jest to jakaś literatura wysoka, miejscami widać, że autorka pisała na ilość (czy potrzebowałam całego akapitu poświęconemu temu jak długie rzęsy ma Shen Wei? Wątpię) a język orbituje między bardzo potocznym a niezwykle poetyckim (chociaż to akurat może być wina tłumaczenia, bo widziałam, że ludzie w internetach na nie narzekali). Ale jednak czytając bawiłam się doskonale, głównie dzięki bohaterom.

Najważniejsi bohaterowie:

Zhao Yunlan – dyrektor Wydziału Śledztw Specjalnych, tytułowy Guardian i główny bohater tej książki. Czy jest to moja nowa książkowa miłość? Jak najbardziej. Facet jest przystojny, inteligentny, kompetentny i całkowicie pozbawiony wstydu (przykłady wrzucałam na #smutne) oraz rozsądku i instynktu samozachowawczego. No, nie ukrywam, że mam słabość do tego typu bohaterów, kupił mnie zwłaszcza tym, że ma mózg i nawet używa. Poza tym, mimo, że typ jest dość natrętny to jednak na „nie” umie się odczepić. Bardzo podobały się też jego relacje z rodzicami, szczególnie w kontekście jego orientacji seksualnej, gdzie widać, że jego rodzice nie są zbyt szczęśliwi, że ich syn związał się z facetem, ale jednocześnie autorka ich nie demonizuje, no na Zachodzie to raczej by nie przeszło w tej formie.

Shen Wei – profesor uniwersytecki, tak naprawdę Emisariusz, ważna persona w zaświatach. No mam z tym facetem problem… Z wierzchu dżentelmen, a im bardziej go poznajemy tym bardziej coś jest nie tak. Bo jest ciut zbyt zaborczy i nadopiekuńczy na mój gust (chociaż jak na azjatyckie BL nie jest najgorzej…). Bo stalkował głównego bohatera i właził mu do mieszkania jak ten spał… (prawie jak Edej w Zmierzchu, tylko tu zamiast szesnastolatki obiektem uczuć jest 30letni facet). Bo podawał mu czerninę na własnej krwi, bez listy składników… Bo kłamał i próbował wmanipulować swojego ukochanego we wspólne samobójstwo… A jednak jestem go w stanie zrozumieć jego działania, w końcu chłop nie jest człowiekiem, nawet duszy nie posiada, a zresztą każdemu by odbiło, jakby przez parę tysięcy lat obserwował jak jego ukochany umiera i rodzi się na nowo nie pamiętając go… Ech, reinkarnacja to jednak pozwala na bardziej tragiczne historie miłosne, u nas to kochankowie giną tylko raz. Ale jednak na koniec się nawet zrehabilitował w moich oczach.

Guo Changcheng – dziecko nepotyzmu o złotym sercu. Jednostka wybitnie nieprzystosowana. To z jego perspektywy czytelnik poznaje ten jak funkcjonuje świat Guardiana. Guo, w przeciwieństwie do reszty bohaterów, nie wie nic o zjawiskach nadprzyrodzonych, co pozwala autorce na dość naturalną ekspozycję. Poza tym jest niesamowicie sympatyczną postacią i przyjemnie się obserwuje jak pod koniec zaczyna przejawiać szczątkowe oznaki kompetencji.

Daqing – gadający gruby czarny kot. Czy trzeba coś dodawać?: Gadający kot jest zawsze najlepszą postacią. Koniec kropka.

Zhu Hong – kobieta-wąż zakochana w Zhao Yunlanie bez wzajemności.

Chu Shuzhi – zombie nekromanta.

Wang Zheng – kadrowa duch.

Ogólnie większość postaci przechodzi większą lub mniejszą przemianę, pod tym względem jest to bardzo przyjemna powieść. Większy problem mam z samą fabułą, no o głównym antagoniście mogę powiedzieć tylko tyle, że jest. Niektóre wątki spięły się bardzo ładnie, w innych się pogubiłam. Zwłaszcza jeśli chodzi o kłamstwa Shen Weia i retrospekcje (chociaż nie wykluczam, że tu mógł zawinić mój angielski i nieznajomość chińskiej mitologii). Nie do końca też byłam w stanie dostrzec żeby Yunlan w swoim pierwszym wcieleniu zakochał się w Weiu, bo w teraźniejszości to owszem, widać i to bardzo, ale w retrospekcjach nie kupuję tego. Momentami miałam wrażenie, że niektóre postaci pojawiają się znikąd, a niektóre wątki pojawiają się moment i znikają (w pierwszym tomie Zhao Yunlan ma CHRONICZNĄ chorobę żołądka… która nigdy więcej nie jest wspomniana. To po co to było? Chyba tylko by Shen Wei mógł się nim zaopiekować. Acz bym była bardzo zdziwiona, gdyby ktoś kto się żywi zupkami chińskimi zalanymi kawą miał zdrowy żołądek…) Właściwie to samo zakończenie mi się podobało, wątków spiętych było więcej niż tych nie spiętych.

Poza właściwą fabułą książka zawiera 4 rozdziały specjalne. 3 z nich to lekkie historie osadzone parę lat po zakończeniu powieści. Zaś 4 to opowieść z jednego z poprzednich żyć głównego bohatera i przyznam, że nieźle się na nim wzruszyłam. Brakowało mi czegoś takiego w głównej historii.

Scen remontowych na szczęście brak, acz widać, że poza kadrem się remontują na potęgę. Na internetach spotkałam się z opinią, że jest to romans typu slow burn. No moim zdaniem nie jest, bohaterowie się dość szybko schodzą (już na początku drugiego tomu, do łóżka idą pod koniec tego samego tomu). Acz przyznaję, że porównuje to trochę do twórczości Mo Xiang Tong Xiu, gdzie romanse faktycznie pyrkały sobie powolutku i dopiero na samym końcu padały wyznania i remonty.

Spotkałam się też z opinią, że priest nie pisze romansów, bo jej książki skupiają się bardziej na fabule… i to niby miała być wada… Jak dla mnie fakt, że bohaterowie zajmują się czymś poza patrzeniem sobie głęboko w oczy i remontowaniem jest raczej zaletą książki, ale kim ja jestem żeby to osądzać, ja mam kosę z fankami chińskich BL bo miałam czelność skrytykować kiepskie porno w Grandmaster of Demonie Cutivation, więc ten tego… żaden autorytet ze mnie.