Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drużyna do Zadań Specjalnych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drużyna do Zadań Specjalnych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2026

Ostatnia wola i inne opowieści - Marcin Mortka

Tytuł: Ostatnia wola i inne opowieści
Seria: Drużyna do zadań specjalnych
Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: SQN
Gatunek: fantasy

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że moje pożegnanie z Kociołkiem było mocno przedwczesne.

„Ostatnia wola i inne opowieści” to zbiór opowiadań, na który składają się tytułowa minipowieść pełniąca funkcję epilogu serii oraz kilka wydanych wcześniej opowiadań.

„Ostatnia wola” opowiada o wieczorze kawalerskim Urgo. Ma, typową już dla dodatków w tej serii, konstrukcję szkatułkową, główna fabuła wiąże ze sobą opowieści poszczególnych członków drużyny. Tak więc w pakiecie dostajemy historię tego jak Kociołek poznał Sarę, co Eliah porabiał w Elfirii (poznajemy też jego imię!), historię z młodości Żychłonia, powód czemu Gramm opuścił rodzinne strony i opowieść co się dzieje na bagnach Ski, która jako jedyna dotyczy teraźniejszości, bo w końcu Zwierzak innych czasów nie uznaje. A wszystko to łączy pojawienie się nowego zagrożenia…

No właśnie. Nowe zagrożenie. W historii, która w teorii stanowi epilog serii. I nie, nie jest to zagrożenie, które zostaje zażegnane w tej książce. To jest po prostu otwarcie nowej historii. Pan Mortka po prostu napisał prolog nowej serii. Ja tu się cieszę, że Kociołek się kończy, zwłaszcza, że seria mocno przeciągnięta… O ile „Siódme życzenie” zostawiało furtkę na kontynuację, tak „Ostatnia wola” po prostu tą furtkę wyrwała z zawiasów. Ta minipowieść więcej wątków otwiera niż kończy!

Pozostałe opowiadania to dość przypadkowa mieszanka. „Głos durnoty” był całkiem zgrabnym nawiązaniem do „Wiedźmina”. Z kolei „Smoczyca i jej pułkownik” to crossover z inną serią autora i muszę przyznać, że dziwnie mi się czytało to opowiadanie bez jej znajomości, choć sama fabuła była jak najbardziej zrozumiała. Pozostałe trzy opowiadania to proste historyjki z życia mieszkańców Gryfa. Nic specjalnego.

Styl autora pozostaje bez zmian. W dalszym ciągu czyta się to jak książkę dla dorosłych dzieci. Humor potrafi momentami rozbawić, ale raczej na poziomie uśmiechu pod nosem, a nie wybuchu śmiechu.

Ale muszę przyznać, że czytało mi się tę książkę wyjątkowo opornie. Po prostu mam poczucie, że ta historia przestała dokądkolwiek zmierzać, a kolejne tomy powstają tylko dlatego, że nie zabija się kury znoszącej złote jaja. Dlatego zamiast porządnego zakończenia dostaliśmy sugestię przyszłej kontynuację. Nieładnie, Panie Marcinie.

Podsumowując, książka w serii całkowicie zbędna. Nie spełnia podstawowej roli epilogu, czyli domknięcia historii, wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś nie jest wielkim fanem drużyny Kociołka, to na spokojnie może ją sobie odpuścić.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Siódme życzenie - Marcin Mortka

Tytuł: Siódme życzenie
Seria: Drużyna do zadań specjalnych
Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: SQN
Gatunek: fantasy

No i seria o Kociołku dobiegła końca (przynajmniej teoretycznie).

Po bitwie z poprzedniego tomu do Gryfa zjeżdżają książęta Doliny. Kociołek i jego drużyna nie mogą długo liczyć na spokój, ponieważ król wysyła ich z misją do biblioteki… Co może pójść nie tak? Cóż, w przypadku drużyny do zadań specjalnych wszystko. Tymczasem niewidzialna królowa Elisandra zbiera kobiecą drużynę na tajemniczą wyprawę.

Przez pierwszą połowę książki bawiłam się całkiem dobrze, dużo lepiej niż się spodziewałam. Duża w tym zasługa tego, że narracja była podzielona niemal 50:50 między Kociołka a Sarę. Bo chociaż nawet lubię chłopaków z drużyny Kociołka, to jednak po tylu tomach mam ich trochę dość. Zwłaszcza, że odnoszę wrażenie, że autor nigdy nie wykorzystał ich pewnego potencjału. Więc babska drużyna była bardzo miłą odmianą. Choć jej potencjał też nie został wykorzystany. Ale ogólnie była to miła odskocznia. Gdyby tylko dziewczyny pozostały drużyną do końca książki, a nie, że nagle Sara musi sobie ze wszystkim radzić sama to byłoby super.

Chyba najbardziej rozczarowująca jest ostatnia rozprawa ze Złym… Bo praktycznie jej nie ma. Jakby, główny konflikt całej serii został rozwiązany zwykłym zamknięciem drzwi… No strasznie antyklimatyczne to było. W ogóle nie było czuć, że to ostatni tom, nie było czuć żadnej stawki.

Przede wszystkim: tytułowe siódme życzenie. Owszem, dowiadujemy się jak brzmiało, ale nie jak (i czy w ogóle) zostało spełnione. Bo może i się spełniło, ale czy wskutek boskiej interwencji czy wysiłków bohaterów? I niby mieliśmy się więcej dowiedzieć o Elfirii, ojczyźnie Eliaha… tylko, że nic z tego.

Mam mieszane uczucia do wprowadzenia nowego bóstwa na sam koniec serii. Z jednej strony fajnie wpasowuje się to w wykreowany do tej pory panteon. Z drugiej mam wrażenie, że autor w ten sposób zostawił sobie furtkę na kontynuację.

A ta seria i tak już była mocno przeciągnięta. Autor w posłowiu przyznał, że „Nie ma tego Złego” było planowane jako jednotomówka i to widać. Mam wrażenie, że pomysły autorowi się skończyły kilka tomów temu, świat jest dość grubymi nićmi szyty, a rozwój bohaterów jest minimalny. Może nie pozostają oni niezmienni, ale jak na taką liczbę tomów, to zdecydowanie za mało poświęcono im czasu.

Humor w Kociołku pozostaje na standardowym poziomie. Czyli: niektóre teksty bawią, inne nie. Jest za poważnie, żeby traktować tę serię jak komedię, a za śmiesznie, żeby brać ją poważnie. Powoduje to dysonans. W dodatku czyta się to jak książkę napisaną dla dzieci, do której dorzucono przekleństwa żeby wiadomo było, że jednak jest dla dorosłych. Innymi słowy, jest to trochę infantylna lektura, co ma pewien urok, ale na dłuższą metę męczy.

Podsumowując, jeśli ktoś czytał poprzednie tomy to przeczyta i ten. Nie jest to satysfakcjonujące zwieńczenie historii, ale jako po prostu kolejna książka o Kociołku nawet się sprawdza. Ot, lekka lektura, akurat na wakacje.

sobota, 21 grudnia 2024

Dola i Los - Marcin Mortka

Tytuł: Dola i Los
Cykl: Drużyna do Zadań Specjalnych
Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: SQN
Gatunek: fantasy

Nad Doliną zbierają się ciemne chmury. Złe i armia opętanej przez Szary Płaszcz księżnej Nelii szykują się do inwazji. W tym samym czasie książęta Stefan i Nikodem toczą ze sobą wojnę. Kociołek razem ze swoją drużyną do zadań specjalnych postanawia pogodzić zwaśnionych braci i zjednoczyć władców Doliny. Tymczasem Gryf głównym środkiem obrony przed siłami Złego. Na szczęście nad bohaterami czuwają Los, Dola i Kula Błota…

Przyznam się szczerze, że mam z tą serią pewien problem. Od kilku już tomów mam poczuciem, że fabuła tych książek drepcze w miejscu. Jakby Marcin Mortka miał pomysł, na dużo krótszą historię, ale popularność Kociołka wymusiła na nim rozciągnięcie tego wszystkiego. Bo mimo, że jednak w tym tomie coś rusza, rozpoczyna się pełnowymiarowa inwazja, stawka rośnie, siły wyższe angażują się w konflikt, to jednak czyta się to ciężko, uleciał urok, który „Nie ma tego Złego” jednak miało. Została jedynie dość naiwna treść i żarty, które po tylu powtórzeniach już nie bawią. Czuć zmęczenie materiału.

Dużym problemem dla mnie jest niewykorzystanie potencjału drużyny. Niby każdy z bohaterów ma jakiś wątek, coś tam się rozwija w tle. Widać, że seria powoli zbliża się do finiszu, bo kolejni z towarzyszy Kociołka znajdują sobie wybranki. Ale to wszystko dzieje się w tle, gdzieś na drugim, a nawet trzecim planie. A sama konstrukcja książki wręcz sugerowała, że będzie położony większy nacisk na poszczególnych chłopaków. Niestety tak się nie stało. W centrum cały czas są Kociołek i Sara. A szkoda, bo na przykład wątek Urgo byłby dużo ciekawszy, gdyby poświęcić mu chociaż odrobinę czasu! Toż to się praktycznie rozegrało poza stronami książki! Ja rozumiem, czytanie między wierszami, ale to już przesada! I powoli dochodzę do wniosku, że Zwierzak jest najrozsądniejszym członkiem drużyny…

Na plus jest fakt, że Sara awansowała na główną bohaterkę na równi z mężem, acz mam wrażenie, że po prostu jako bohaterka mniej wyeksponowana do tej pory jest po prostu powiewem świeżości w stosunku do chłopaków. A może po prostu autor ma na nią jeszcze pomysły. Acz muszę przyznać, że drażnił mnie w tej książce taki typowo „męski” feminizm, czyli kobiety są mądrzejsze od mężczyzn, bo są kobietami… Nie lubię tego. Ale za to podobało mi się, że dzieciaki Kociołka i Sary powoli zaczynają dorastać. I w ogóle relacje rodzinne w Gryfie były przyjemnie ukazane.

Całkiem fajnie wypadły interwencje sił wyższych. Pomysł z życzeniami do Los nie jest zły, ale jak już pisałam kuleje trochę wykonanie. O Doli było tutaj zdecydowanie mniej, jedynie, że ma beznadziejnych kapłanów, co już zresztą wiadomo było od dawna. Za to Kula Błota to chyba najciekawsze i najoryginalniejsze z bóstw Doliny. I najpożyteczniejsze!

Zakończenie sugeruje, że w następnej części konflikt ze Złym wejdzie w ostateczną fazę. I na to liczę, bo ile można to ciągnąć?

Ogólnie język książki jest bardzo prosty, niemal potoczny. Zdarzyły się nawet niegramatyczne zdania, co trochę nie przystoi serii tak popularnej.

Podsumowując, seria o Kociołku już nie jest apetycznym daniem, obecnie bardziej przypomina wielokrotnie odgrzewany kotlet. I owszem, smakować może, ale żuje się ciężko.