Jako że ostatni sezon Outlandera dobiegł końca, wrzucam ostatnią porcję moich opinii o odcinkach, pisanych na bieżąco w trakcie oglądania.
S08E01
Zaczyna się od tego, że Jamie i Claire poszukują informacji na temat pochodzenia Fanny. I o ile sama scena jest całkiem spoko, chociaż dziwne było, że Claire zabiła tego gościa, tak kompletnie nie rozumiem skąd ta ich pewność, że matka Fanny to jest ich Faith. No bo, pewnie, imię i fakt, że dziewczynka nuciła piosenkę nie ze swoich czasów to całkiem duży zbieg okoliczności, ale jednak Claire trzymała martwą córkę na rękach… Więc albo dalej idą w ten absurdalny wątek albo twórcy wciąż robią zmyłkę. Obie wersje są słabe w moim odczuciu. A bohaterowie powinni być bardziej sceptyczni. Za to fajna była scena jak Jamie i Claire wspominają poczęcie Faith, wzięta prosto z książki, ale przerobiona by pasowała do serialowej chronologii.
Fergus i Marsali. Super było ich zobaczyć, bardzo brakowało mi ich w poprzednim sezonie. Acz wygląda na to, że twórcy już szykują się, by zafundować im pewną tragedię z książki…
Powrót do Ridge. Widzę, że w serialu to nie Jamie wybudował nowy dom, tylko Ian z pomocą sąsiadów pod nieobecność bohaterów. Trochę szkoda, ale chyba nieuniknione przy takiem kondensacji fabuły.
Lord John i William. Amaranthus! Nie lubiłam tej postaci w książce, ale aktorka wypada bardzo spoko. Zastanawiałam się, jak ją wprowadzą, ale widzę, że zamiast Greyów szukających jej to ona znalazła Lorda Johna. W sumie zastanawia mnie czemu John ją przedstawił jako „wicehrabinę Grey”, skoro to nazwisko, nie tytuł. Raczej powinno być „wicehrabina Melton”… O, w książkach też tak jest, czyli o to mogę Gabaldon winić. I wygląda na to, że Halowi jednego syna wycięli, bo William mówi, że Ben i Henry byli dla niego jak bracia, a o Adamie nic nie wspomina… Ciekawe ile z tego wątku pojawi się w serialu. Mam wrażenie, że rozmowa o rezygnacji z tytułu też jest z książki, tylko, że tam zamiast Johna był Hal, ale nie mogę jej znaleźć żeby się upewnić…
Bree i Roger. McKenzie wrócili! I przywieźli książki! Super, że został wspomniany „Władca Pierścieni”. Chociaż scena powrotu była mało klimatyczna… Widzę za to, że naprawili coś, co mi w książce nie pasowało: Jamie widząc zdjęcie Franka w serialu od razu zwraca uwagę na jego podobieństwo do Jacka Randalla. Bo, owszem, w serialu ci dwaj byli dużo bardziej podobni, ale i tak brakowało mi tej uwagi w książce.
Dziwne, że zmienili męża Amy McCallum, w książce wyszła za Bobbiego Higginsa, za Evana Lindsaya. Trochę dziwna zmiana, ale przez to mam wrażenie, że nie pominą wątku Amy…
Jeśli chodzi o Cunninghamów… to nie do końca pamiętam o co chodziło z nimi w książce. Znaczy, wydaje mi się, że pani Cunningham została całkiem wiernie odwzorowana. Ale Kapitan Cunningham wydaje mi się sympatyczniejszy niż w książce, chyba. I wydaje mi się, że w książce nie zajmował się handlem? Tylko był kaznodzieją? Kurczę, jak wyjdzie dziesiąty tom to trzeba będzie reread zrobić. W każdym razie nie zdziwi mnie, jeśli znowu wytną wszystkie wątki związane z wiarą, lubię w książkach to jak wielowyznaniowe jest Fraser’s Ridge.
Ogólnie sporo było scen wziętych z książki i dopasowanych tak, żeby pasowały do serialu. Szkoda trochę tego jak wiele pomijają, ale na tym etapie już do tego przywykłam. Odcinek oglądało się całkiem przyjemnie.
Krótki komentarz jak na mnie, ale po prostu „Powiedz pszczołom, że odszedłeś” to ta jedyna książka w serii, której nie znam na pamięć, więc nie mam za bardzo porównania.
A na koniec jestem ciekawa, czy w tym sezonie pojawi się polski akcent, czy go też wytną.
