Cykl: The Web of Silence Duet
Autor: Leigh Rivers
Wydawnictwo: NieZwykłe
Gatunek: romans, obyczajowa
W lutym zrobiłam sobie przerwę od BZK, bo bardzo potrzebowałam okładów z gejów po tym co przeczytałam w styczniu. I od razu po powrocie oberwałam w głowę cegłą. A właściwie śrubokrętem. W tym tempie to mi książek na okłady zabraknie…
Olivia jest adoptowaną córką rodziny Vize’ów. Cała historia zaczyna się, kiedy jej rodzice adoptują kolejne dziecko, tym razem chłopca. Malachi, bo tak ten się nazywa, przez traumatyczne przeżycia nie mówi, ale bardzo szybko przywiązuje się do nowej siostry. I to za bardzo, o wiele za bardzo. Kiedy dzieci dorastają ich relacja zaczyna się stawać coraz dziwniejsza i seksualna. W końcu Malachi trafia do więzienia, za pobicie ojca, który przyłapał go na seksie z siostrą. Po ośmiu latach chłopak wychodzi, jedyne czego chce to ukarać siostrę, która zeznawała przeciwko niemu.
Co ja właśnie przeczytałam?
Nie powinno się tej książki nazywać romansem, nawet dark. To jest normalny pornos. Ba! Większość pornosów ma mniej pretekstową fabułę. Normalnie cała fabuła tej książki sprowadza się do fetyszy sklejonych na ślinę. Sens? Logika? A na co to komu?
Charaktery postaci? Nie istnieją. Olivia to typ popularnej dziewczyny, Malachi zaś to typowy wyrzutek, który nie mówi i ma obsesję na jej punkcie. Mózgu nie stwierdzono u żadnego z nich.
Relacja między nimi? Sprowadza się tylko do seksu. Niby autorka próbuje wmówić czytelnikowi, że tam się rozwija jakieś głębsze uczucie, ale nie widać tego. Nie ma ani jednej sceny między tą dwójką, która nie kręciłaby się wokół jednego. No, może scena na początku, jak mają po kilka lat. Tylko problem w tym, że Malachi wykazuje niezdrowe przywiązanie do Olivii od pierwszego spotkania. Czemu? Nie wiadomo.
Olivia ma specyficzne fantazje seksualne, jest masochistką. No i zaczyna uczyć Malachiego jak ten ma ją zadowolić, niby pod pozorem, że robi to po to by ten umiał potem się zachować przy innej dziewczynie. A Malachi oczywiście jest bardzo pojętnym uczniem, już za pierwszym razem przeradza się w boga seksu. Obejrzał jak się robi minetę na pornolu? Umie! Tylko jest niedoświadczony! No śmiech na sali. Oczywiście autorka nawet na chwilę nie pozwala zapomnieć, że formalnie tych dwoje jest rodzeństwem. Bohaterowie zwracają się do siebie per siostrzyczko/braciszku nawet w scenach intymnych. Kurczę, równie dobrze autorka mogła zrobić z nich rodzone rodzeństwo, jak już chciała lecieć po bandzie, a przynajmniej uniknęła by wtedy idiotyzmów związanych z adopcją.
Rodzice bohaterów nie powinni móc nikogo adoptować. Ja się przestałam w pewnym momencie dziwić, że Olivia i Malachi wyrośli na chorych pojebów, bo w takiej rodzince to nie mogło wyjść inaczej. Ojciec praktycznie od początku traktuje Malachiego okropnie, bije go, ale dla Olivii jest cudownym tatusiem. Matka z kolei niby najpierw chce, żeby Olivia została dziewicą do ślubu, ale jak ta kończy szesnaście lat to płaci pierwszemu lepszemu facetowi żeby ją rozdziewiczył i karze jej się umawiać z dwoma gościami naraz… No nie ma w tym grama sensu. W dodatku ojciec jest prawnikiem a matka sędziną. Naprawdę nie wiem jakim cudem po tym jak ich syn pobił ojca i przyznał się do romansu z siostrą ktoś pozwolił im adoptować kolejne dziecko… Ale widać w tym świecie procedury adopcyjne załatwia się na lotnisku po przekazaniu dziecka, no bo po co wcześniej?
Ostatnie sto stron książki to opis „zemsty” Malachiego na Olivii. Innymi słowy, dokładny opis tego jak on ją porywa i gwałci. Z użyciem śrubokrętu, a właściwie dupokrętu i przy współudziale tarantuli. A ona stwierdza, że to ten jedyny. Matko Bosko Częstochowsko… Nie pojmuję tego co tu się odjaniepawla. I Olivia na koniec stwierdza, że ucieka sprzed ołtarza, bo przyszły mąż ją gdzieś wywiezie i będzie gwałcił i leci do Malachiego, który dosłownie dwa tygodnie wcześniej gdzieś ją wywiózł i gwałcił. Logiko, jesteś jeszcze z nami, czy już dawno porzuciłaś ten padół ziemski? I oczywiście na koniec Malachi zaczyna mówić poprawnie, bo happy end musi być pełny! Co z tego, że przez osiem lat nie potrafił się nauczyć wymówić imienia Olivii, bardzo długiego i trudnego jego zdaniem, wystarczyły dwa tygodnie by to nadrobić!
Książka napisana jest fatalnie. Czasem autorka nagle zmienia scenę nie informując o tym czytelnika. Po prostu w jednym akapicie bohaterowie są w jednej sytuacji a w następnym w zupełnie innej. A ty czytelniku domyśl się!
Napisanie tej opinii zajęło mi zdecydowanie więcej czasu niż na to ta książka zasługuje, ale to głównie przez to, że przy czytaniu moje szare komórki uległy masowej zagładzie. Nie polecam. Nikomu. Lepiej odpalić pomarańczowego youtube’a, tam znajdziecie bardziej wartościowe treści.
