Cykl: Princesa
Autor: Marcelina Świątek
Wydawnictwo: NieZwykłe
Autor: Marcelina Świątek
Wydawnictwo: NieZwykłe
Gatunek: romans, obyczajowa
Przeprawa przez Booktour Złych Książek trwa.
Rosalie Sparks to dwudziestojednoletnia dziewczyna z bogatej rodziny. Pewnego dnia rodzice oznajmiają jej, że ma ona poślubić Williama Singha, chłopaka, który zdaniem Rosalie jest jej największym wrogiem.
Bardzo widać, że tę książkę pisała nastolatka. Największym problemem bohaterki wydaje się być to, że rodzice jej nie kochają i w ogóle nikt jej nie kocha, i w ogóle nic tylko się pochlastać. Znamy to, każdy był w tym miejscu, a potem się dorasta. Bohaterka twierdzi, że po ślubie będzie całe dnie siedzieć i nic nie robić, i że ją to dobija, ale nie znajdzie sobie żadnego hobby. Przecież od momentu gdy nie mieszka z rodzicami to nie oni odpowiadają za zorganizowanie jej wolnego czasu! W ogóle, niby Rosalie pochodzi z bogatej rodziny, ale cały czas zachowuje się jakby do bogactwa nie przywykła, cały czas robi na niej wrażenie. I w ogóle to ona zamiast wydawać pieniądze to by wolała je oszczędzić na czarną godzinę… To jest myślenie człowieka biednego, tak to ja sobie mogę myśleć, bogata laska by brała luksus za standard. Jej relacja z rodzicami zmienia się w zależności od tego czego wymaga w danym momencie fabuła. W jednej chwili bohaterka twierdzi, że miała szczęśliwe dzieciństwo, w następnej, że rodzice ją odchudzali przez co zemdlała… Nawet dostajemy scenę przyklejenia pierścionka zaręczynowego na superglue… Kompletnie absurdalne. Do tego Rosalie jest uzależniona od energetyków i ma myśli samobójcze. Co zabawne, jej pierwszym pomysłem na popełnienie samobójstwa było wypicie zbyt dużej ilości energetyków, ale nie miała ich w domu to wzięła nóż.
William to praktycznie pan idealny, odrobinkę wredny, ale tak tylko do smaku, żeby nie był mdły. Znaczy i tak jest. Jedyną jego tylko zaborczość i wybuchy agresji wobec rywala do serca wybranki. To faktycznie był red flag. Tylko, że te wybuchy pojawiają się już po zaręczynach, kompletnie nie rozumiem czemu Rosalie tak go nienawidziła na początku książki, a autorka nie raczyła mi tego wytłumaczyć.
Cały czas czytając tę powieść miałam wrażenie, że bohaterowie są nastolatkami, a nie dorosłymi ludźmi. Ich problemy są bardzo dziecinne, to takie nastoletnie wyobrażenie jak wygląda życie młodych dorosłych.
Paradoksem tej książki jest to, że nie dzieje się w niej prawie nic, a i tak ma się wrażenie, że wydarzenia następują po sobie za szybko. Po prostu fabuła po kolei odhacza kolejne sceny, żadna nie ma okazji tu wybrzmieć. Przyjaciel, który się zakochał w bohaterce? Jest, co z tego, że ta przyjaźń jest w ogóle niewiarygodna? Bliższe poznawanie się bohaterów? Szybki montażyk scen jakby to był film. Ciąża przyjaciółki? W sumie nic ważnego. Podróż poślubna? Krótko acz nadmiernie dramatycznie. Poważnie, wydarzenia na jachcie są absurdalne i jedyne czego czytelnik życzy bohaterce to wypadnięcie przez burtę. Niestety tak się nie dzieje.
Za to dostajemy bardzo dużo rozważań Rosalie o życiu. Głębokich jak kałuża w upalny dzień i napisanych jakby to była rozprawka na polski. Po prostu czuć, że autorka jest młoda i brakuje jej doświadczenia życiowego. Widać, że autorka chciała poruszyć poważne tematy, ale nie ma ku temu odpowiedniej wiedzy i wrażliwości. Jest młoda, ma prawo nie wiedzieć. Ale powiela w swojej powieści wiele szkodliwych wzorców. Nie, miłość nie leczy z depresji i nie rozwiązuje magicznie wszystkich problemów. Uzależnianie swojej chęci do życia od obecności ukochanej nie jest zdrowe dla żadnej ze stron. Wiele problemów bohaterów dałoby się rozwiązać zwykłą rozmową, ale wtedy by nie było dramy.
Nawet za bardzo nie chce mi się jechać po tej książce, bo widać, że nie powinna ona nigdy zostać wydana, tylko pozostać w odmętach Wattpada czy innej tego typu platformy. To ewidentnie są pierwsze wprawki w pisaniu i wydawnictwo zrobiło wielką krzywdę autorce wydając to.
Językowo jest fatalnie. Według stopki redakcyjnej książka przeszła redakcję i korektę, ale w ogóle tego nie widać. Niektóre zdania nie mają sensu i trzeba się naprawdę zastanowić żeby zrozumieć o co miało w nich chodzić. Pojawiają się zdania typu: „patrzałam na Williama”. Miejscami brakuje znaków interpunkcyjnych albo pojawiają się niewłaściwe, jak na przykład przecinek na końcu zdania. Ogólnie, wydawnictwo zawaliło na całej linii.
Jeszcze kwestia ograniczenia wiekowego książki. Ne egzemplarzu, który mam jest to 18+, acz wiem, że wydawnictwo zmieniło je po aferze na 16+. I faktycznie to 18+ było mocno przesadzone, bo nic takiego się w tej książce nie pojawia. Żadnej graficznej sceny seksu tu nie ma, jedyna jaka się pojawia to bardziej fade to black. Innymi słowy, wydawnictwo na spokojnie mogło uniknąć afery, ale by wtedy nie było darmowej reklamy, nie?
Ogólnie książka jest po prostu słaba. Jednak życzę autorce żeby się nie zrażała do pisania tylko faktycznie popracowała nad warsztatem. I może kiedyś, w przyszłości, napisała kolejną, lepszą książkę. I to w innym wydawnictwie, bo to zawaliło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz