Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2026

Miłość w wielkim mieście - Sang Young Park

Tytuł: Miłość w wielkim mieście
Autor: Sang Young Park
Wydawnictwo: Tajfuny
Gatunek: literatura piękna, LGBT

„Miłość w wielkim mieście” nie należy do książek, po które zazwyczaj sięgam. Jest to mój pierwszy kontakt z literaturą koreańską, a i z literaturą piękną zazwyczaj mi nie po drodze.

Nie jest to powieść w tradycyjnym znaczeniu, bardziej cztery opowiadania, które się ze są mniej lub bardziej łączą. Głównym bohaterem jest Young, seulski gej, początkujący pisarz. Mamy okazję zajrzeć do wycinków z jego życia: hulaszczego studenckiego życia, przyjaźni z Jaehee, relacji z matką i kolejnych związków, mniej lub bardziej udanych…

Nie jest to tak dosłowna książka, jak te, do których przywykłam. Początkowo miałam wrażenie, że opowiadania nie są ze sobą w ogóle związane, że bohater każdego jest inną osobą, acz o podobnych cechach. Dopiero w drugiej połowie zaczynają się te opowiadania zazębiać, a ta początkowa niespójność bohatera okazuje się celowym zabiegiem. Obserwujemy Younga na różnych etapach życia, jak zmienia się pod wpływem doświadczeń. A z drugiej strony Young nie jest jednym człowiekiem, może być każdym. Każdy może się utożsamić z innym jego aspektem.

Jest to książka o miłości, ale zdecydowanie nie jest to romans. I bardzo dobrze! Choć lubię romansy (acz większość jest słaba), to dobrze było przeczytać książkę, która nie romantyzuje związków i miłości. Może brzmi to jak oksymoron, ale właśnie taka jest ta powieść, opisuje relacje takimi jakie są, a nie jakie chcielibyśmy żeby były. A jednocześnie nie odziera ich całkowicie z piękna.

Książka porusza trudne tematy, ale nie popada w tanią sensację. Tak więc mamy tu aborcję, raka, trudne relacje z rodzicami, seksizm, homofobię, różnice pokoleniowe w związkach z różnicą wieku, choroby weneryczne, próbę samobójczą itp. itd. Autor opisuje to wszystko jako po prostu elementy codzienności bohatera, nie ma tu wielkiego dramatyzmu czy uprawiania aktywizmu. Po prostu zwykłe ludzkie życie, próby bycia sobą w świecie, do którego nie do końca się pasuje. A w tle obraz Seulu pierwszej dekady XXI wieku.

Chyba właśnie ta zwyczajność tych opowieści jest największą siłą tej książki. Bo owszem, to historia historia geja w Seulu, bardzo specyficzny kontekst. Ale przez tą zwyczajność bardzo łatwo się z nim utożsamić, bo to przede wszystkim człowiek. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy się z czymś zmaga. Czy to będzie choroba, czy trudna relacja z matką albo zwyczajna samotność.

Przeczytałam tę książkę w dwa dni, po części dlatego, że jest naprawdę króciutka (ma zaledwie 200 stron i nieduży format), ale też dlatego, że bardzo przyjemnie się ją czyta. Narrator opisuje wszystko z ironicznym poczuciem humoru, dzięki czemu tematyka nie przytłacza. Choć muszę przyznać, że niektóre porównania były dość dziwne, np. „jego urocza twarz – taki ostygły pierożek mandu”… No cóż, mam nadzieję, że po koreańsku to brzmiało lepiej.

Pod względem wydania nie miałam się do czego przyczepić, żaden błąd nie rzucił mi się w oczy. Jedynie bym się przyczepiła, do przesadnego użycia feminatywów, ale z tym też tragedii nie było, kwestia preferencji. Za to niesamowicie podoba mi się okładka. Jest w niej coś takiego, co przyciąga wzrok, ilustracja ma pewien specyficzny klimat. No i ten efekt holo na napisach! No cudo.

Była to zdecydowanie ciekawa lektura, dająca do myślenia. Może nie zostanie ze mną do końca życia, ale była przyjemną, melancholijną odskocznią od bardziej rozrywkowych pozycji.

niedziela, 1 marca 2026

Co przemilczała Jaskółka – Katierina Silwanowa, Jelena Malisowa


Tytuł: Co przemilczała Jaskółka
Cykl: Lato w pionierskiej chuście
Autor: Katierina Silwanowa, Jelena Malisowa
Wydawnictwo: StoryLight
Gatunek: obyczajowa, LGBT

Kiedy w 2023 zaczynałam czytać „Lato w pionierskiej chuście” nie spodziewałam się jak bardzo poruszy mnie historia dwóch chłopaków, którzy zakochali się w sobie na obozie pionierskim. „Lato” stało się jedną z moich ulubionych książek, a teraz, po ponad dwóch latach w końcu doczekałam się kontynuacji.

W moim odczuciu „Co przemilczała Jaskółka” to nie jest romans. To opowieść o samotności, o potrzebie miłości i akceptacji. O budowaniu wokół siebie murów i ukrywaniu się za maską „normalnego człowieka”. Owszem, wątek uczucia, jakie Wołodia żywi do Jury jest istotny, ale przez większą część powieści jest to jedynie wspomnienie. Dużo ważniejsza jest relacja Wołodii z samym sobą, to jak bardzo nienawidzi siebie.

O ile w pierwszym tomie można było odnieść wrażenie, że te dwadzieścia lat, które bohaterowie spędzili osobno zostało potraktowane po łebkach, tak w tym tomie autorki naprawiły to zaniedbanie. Pierwsza połowa „Jaskółki” opowiada o życiu Wołodii od momentu kiedy w wieku czternastu lat zorientował się, że pociągają go mężczyźni, poprzez czas spędzony w „Jaskółce” i miłość do Jury, W znacznym stopniu ta część książki powtarza to co widzieliśmy w pierwszym tomie, acz zmienia perspektywę i pogłębia temat. Ale przez to pierwsza połowa może wydawać się wtórna, zwłaszcza jeśli ktoś czyta ją zaraz po skończeniu poprzedniej części. Druga połowa z kolei kontynuuję historię od ponownego spotkania z Jurą, pytając czy da się odbudować relację po tak długim czasie.

Książka ma ograniczenie wiekowe 16+ i uważam, że zasłużenie. Nie ze względu na erotykę, tej w zasadzie tutaj nie ma, choć temat seksu się pojawia, tytuł powieści jest bardzo trafny pod tym względem, o ile w pierwszym tomie autorki raczej wystrzegały się poruszania seksualnego aspektu relacji bohaterów, tak w tej części jest to bardzo istotna część historii. Dodatkowo zostają poruszone motywy homofobii, tej zewnętrznej jak i zinternalizowanej; samookaleczania, myśli samobójczych, uzależnień, problemów psychicznych, toksycznych związków, a nawet książka delikatnie zahacza o temat holokaustu.

W ogóle wątek homofobii jest tu poruszony dużo brutalniej niż przywykłam do tego w powieściach zachodnich. Tam nawet jeśli taki motyw się pojawia, to bohater ma jakieś wparcie. A Wołodia jest całkiem sam. Społeczeństwo nienawidzi takich jak on, a jego rodzina nie jest wyjątkiem. On sam się nienawidzi. To tego muszę zwrócić uwagę, że tu homofobia jest faktycznie przedstawiona jako nienawiść wynikająca ze strachu, a to przez osadzenie tego tematu w kontekście epidemii AIDS. Owszem, jest to nienawiść irracjonalna i wynikająca z ignorancji, ale u jej podstaw leży przede wszystkim strach przed nieznanym.

Wołodia próbuje żyć tak jak wymaga od niego społeczeństwo, uważa się za osobę chorą i zboczeńca, a otoczenie tylko go w tym utwierdza. Książka opisuje jak próbuje się wyleczyć, co skutkuje tylko jeszcze większym pogłębieniem się problemów psychicznych. Bardzo wstrząsnęła mną scena, w której Wołodia mówi o swoim problemie rodzicom. Dostajemy tu opisy jego prób związków z kobietami, sekretny romans z Igorem, dość trudny do oceny moralnej. Sam Igor to całkiem ciekawa postać, o dziwo było mi go żal, chociaż absolutnie nie zachowywał się w porządku ani wobec Wołodii ani swojej żony.

Bohaterowie popełniają błędy, nie są idealni. Nie raz ich decyzje wydają się irracjonalne czy niemoralne, ale widzimy z czego to wynika.

Klimat powieści jest dość przytłaczający, choć przy tym czyta się ją bardzo szybko. Po prostu tak niewiele w życiu głównego bohatera zdarza się dobrych rzeczy, że nie da się podejść do tego obojętnie. I udało się tej historii wycisnąć ze mnie parę łez. Nie tak dużo jak pierwszemu tomowi, przy tamtej książce rozkleiłam się totalnie, ale i tu parę pociekło.

W kwestiach technicznych. Zdarzyło się kilka literówek, ale nie na tyle żeby miało to psuć odbiór, ot, zwykłe przeoczenia, wspominam bardziej z obowiązku. Bardziej mnie irytował brak przypisów przy różnych słowach typowych dla lat dziewięćdziesiątych w Związku Radzieckim. Ja rozumiem, że w Rosji pewnie wszyscy wiedzą kto to byli „lubiery”, ale w Polsce nikt nie kojarzy takiej grupy społecznej! A można to było prostym przypisem załatwić! I nie jest to jedyny taki przypadek w tej książce.

Pierwsza część była oskarżana o romantyzowanie Związku Radzieckiego. No to tego tomu nie da się o to posądzić. Wszystkie problemy Wołodii biorą swoje źródło w tym jak wyglądało życie i ludzka mentalność w tym kraju. Jeśli jakiś kraj jest tutaj romantyzowany to Niemcy. Za to podoba mi się jak wyraźnie podkreślono w tej książce odrębność Ukrainy od Rosji.

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej kwestii, która nie daje mi spokoju. Jako, że od wydania „Lata w pionierskiej chuście” minęły ponad dwa lata, a ja miałam lekką obsesję na punkcie tej książki… No, może nie lekką, ale ciiiii… To zdarzyło mi się natknąć w odmętach internetu na kilka spoilerów do „Jaskółki”… I jakież było moje zdziwieniu przy czytaniu wersji polskiej, gdy się okazało, że część z tych zaspoilerowanych wątków w ogóle się w tej powieści nie pojawia a niektóre wydarzenia mają zupełnie inny przebieg! Wygląda na to, że w międzyczasie autorki przepisały na nowo tę powieść zmieniając całkiem sporo i rozbijając pierwotną wersję na dwa tomy. I tak na przykład wątek Maszy, na który bardzo czekałam został całkowicie w tej wersji pominięty… Nie jestem fanką takiego przepisywania już wydanych powieści, choć istnieje możliwość, że dzięki temu dostaliśmy lepszą książkę niż pierwotnie. Kusi mnie teraz przeczytać starą wersję i porównać. W każdym razie, wychodzi na to, że nawet jak sobie człowiek pewne rzeczy zaspoileruje to i tak może się zaskoczyć.

Teoretycznie historia zawarta w tej książce kończy się w połowie, ale czytając w ogóle tego nie czuć. Powieść jest bardzo spójna tematycznie, a zakończenie satysfakcjonujące. Owszem, są zarysowane pewne wątki, które zapewne zostaną rozwinięte w części trzeciej, ale podejrzewam, że wyłapałam je tylko dlatego, że ze spoilerów wiedziałam na co zwracać uwagę.

Powieść bardzo mną wstrząsnęła i skłoniła do refleksji. Bardzo polecam, szczególnie jeśli szukacie czegoś naprawdę smutnego. Jak z mojego kamiennego serca wycisnęło łzę, to wyciśnie z każdego. A teraz pora zacząć męczyć wydawnictwo o tom trzeci.