Seria: Bolesław II
Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Gatunek: historyczne
Zacznę od tego, że Elżbieta Cherezińska to jedna z moich ulubionych autorek. Na jej kolejne książki czekam z niecierpliwością, „Śmiałego” kupiłam na premierę. I chociaż przed przeczytaniem musiał swoje odleżeć na Hałdzie (każdy musi!), to jednak czekał tam krócej niż większość.
W Krakowie na świat przychodzi Bolesław, pierworodny syn Kazimierza Odnowiciela i księżnej Dobroniegi. Poród przyjmuje Rzepicha Namira, kobieta z rodu, którego losy są nierozerwalnie związane z Piastami. Gdy młody książę dorasta musi stanąć na czele królestwa bez korony.
Ciężko powiedzieć, że ta książka ma jednego głównego bohatera. Owszem, o Bolesławie tu najwięcej, on stanowi centrum wydarzeń, ale historię tę obserwujemy z bardzo wielu perspektyw. Przez to można mieć wrażenie, że postaci nie dostają zbyt wiele czasu, ale mimo to są nakreślone bardzo dobrze. Wiemy o nich dokładnie tyle ile potrzebujemy.
Autorka w dużym stopniu oddała głos kobietom. Zarówno tym historycznym, jak Gertruda, ciotka Bolesława czy jego siostra Świętosława, jak i tym fikcyjnym. A ogromną rolę w tej historii odgrywają Rzepichy, ród położnych wywodzących się od żony Piasta. Bardzo mi się podoba ten koncept, czcicielki Mokoszy, których losy są nierozerwalnie splecione z losami dynastii, która porzuciła dawnych bogów. Najwięcej miejsca poświęcono Żywii, jednookiej wieszczce, którą z księciem połączyło uczucie, a której pochodzenie skrywa tajemnicę.
W ogóle autorka stworzyła fascynujący obraz Polski sto lat od chrztu. Wiara chrześcijańska miesza się tu z pogańskimi wierzeniami. I jak zwykle u Cherezińskiej, widać wyraźny rozdźwięk między wyznawczyniami Mokoszy, a kapłanami Trzygłowa. Pierwsze chcą koegzystencji, gdy ci drudzy preferują bardziej konfrontacyjne podejście.
Podoba mi się jak autorka nakreśliła Polskę na politycznej mapie Europy. Powieść nie skupia się tylko na wewnętrznych sprawach kraju, osadza go w szerszym kontekście. Dużo tu o Czechach, Rusi, Węgrzech, Cesarstwie Niemieckim. Nawet Anglicy się trafią! Wawel Bolesława jest prawdziwie międzynarodowym dworem, na którym spotykają się przedstawiciele wielu narodowości. A i wydarzenia w krajach ościennych są istotne dla fabuły.
Dużo w tej książce podskórnego napięcia, wiele emocji i intryg buzuje tuż pod powierzchnią. Nie wszystko jest powiedziane wprost, wiele scen i dialogów ma drugie dno, trzeba czytać uważnie. I cały czas czuć to napięcie. To jest naprawdę fascynująca lektura. Muszę powiedzieć, że na ten moment to jest najlepsza książka pani Cherezińskiej jaką przeczytałam, a poprzeczka była zawieszona naprawdę wysoko. Widać, że jest to książka, którą autorka chciała napisać, tyle serca jest włożone w tę powieść.
Humoru nie ma tu aż tyle co w moim ukochanym „Odrodzonym królestwie”, za to jak już się pojawia to jest naprawdę zabawny, acz subtelny. Za to niesamowicie podoba mi się język jakim została ta książka napisana, naprawdę, momentami zachwycałam się po prostu tym jak to jest napisane. Jedna rzecz tylko mnie drażniła: powieść ogólnie napisana jest w czasie przeszłym, ale raz na jakiś czas pojawiają się zdania w czasie teraźniejszym. Mam wrażenie, że to był celowy zabieg, sądząc po tym, że autorka chciała pokazać historię w czasie teraźniejszym (informacja z tylnej okładki), ale uważam, że nie wyszło. Okropnie to wybijało z rytmu w czasie czytania, przynajmniej na początku, bo potem się przyzwyczaiłam. Ale poza tym jednym mankamentem to cud, miód i orzeszki.
Przyczepię się jeszcze do paru literówek, które też mi popsuły przyjemność z czytania. Nie było ich może jakoś dużo, ale jednak po takim wydawnictwie jak Zysk spodziewałam się większej dbałości, zwłaszcza przy takiej autorce. Chociaż chyba po „Kole czasu” powinnam obniżyć oczekiwania…
Niemniej, polecam, polecam, jeszcze raz polecam. Jestem tą książką zachwycona. Dostałam tu wszystko, czego po książce historycznej oczekuję a nawet więcej. Elżbieta Cherezińska po raz kolejny udowodniła, że pisze na światowym poziomie. Więc czytajcie jej książki! A ja tymczasem biorę się za „Szczodrego”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz