czwartek, 28 maja 2026

Stars of Chaos 5 - priest

Tytuł: Stars of Chaos 5
Seria: Stars of Chaos
Autor: priest
Wydawnictwo: Seven Seas
Gatunek: BL, steampunk, webnovel

Napięcie między frakcjami na cesarskim dworze sięga zenitu. Doktor Chen szuka lekarstwa na dręczące Chang Genga wu’ergu, a w tym czasie zdrowie Gu Yuna coraz bardziej się pogarsza. Wielkie Liang czeka ostatnia konfrontacja z siłami papieża.

Właściwa fabuła zajmuje pierwszą połowę książki. I z tą pierwszą połową, muszę przyznać, miałam kłopot. Nie wiem, czy po prostu ta książka miała pecha i trafiła na zastój czytelniczy u mnie, czy po prostu końcówka była mało porywająca, ale okropnie ciężko mi się czytało te dwieście stron. I ciężko mi wskazać dlaczego. W końcu teoretycznie historia doszła do punktu kulminacyjnego. Podobał mi się pojedynek dowódczy między Gu Yunem a papieżem, to w jakim stopniu ich strategie były oparte na znajomości charakteru przeciwnika. Podobało mi się końcowa bitwa, zwłaszcza rola jaką odegrało w niej Dongying. Polityka na dworze cesarskim i reformy gospodarcze Chang Genga też powinny być ciekawe.

A jednak łapałam się na tym, że co chwilę gubię wątek. Zabrakło mi czegoś, co by mocniej przykuło moją uwagę do tekstu, zwłaszcza, że faktycznie dużo w tym tomie akcji z postaciami, do których czytelnik nie został jakoś mocniej przywiązany emocjonalnie.

Samo zakończenie mi się podobało, scena z Gu Yunem i Chang Gengiem w namiocie dowodzenia była jednocześnie przekomiczna i romantyczna.

O ile do pierwszej połowy tego tomu mam zastrzeżenia, to ostatnie dwieście stron było balsamem na moją duszę. Dosłownie pół książki zajmują rozdziały dodatkowe, w znacznej mierze opisujące wydarzenia po zakończeniu głównej fabuły. Innymi słowy: zwykle autorzy piszą na końcu książki, że bohaterowie żyli długo i szczęśliwie, tymczasem priest poszła krok dalej i to długo i szczęśliwie opisała. I chwała jej za to, bo właśnie tego potrzebowałam! Dodatkowe rozdziały do tej powieści są dokładnym przeciwieństwem tych z „Guardiana” tej autorki. Tam dostałam emotional demage, tu ciepły kocyk i kubek kakałka.

Jak już pisałam przy okazji poprzednich tomów, Chang Geng i Gu Yun tworzą naprawdę udaną parę i po prostu przyjemnie się o nich czyta. Zwłaszcza, że w rozdziałach specjalnych mamy okazję obserwować ich codzienne życie, bez żadnej wojny w tle. Jest spokojnie, sielsko, po prostu uroczo. Nie sądziłam, że czytanie o tym jak Gu Yun urządza dom będzie takie emocjonalne... Do tego w jednym rozdziale mamy okazję zobaczyć jak wyglądało dzieciństwo i młodość Gu Yuna.

Poza głównymi bohaterami postacie drugoplanowe dostają też swoje pięć minut. Dostałam więcej generała Shen Yi, moje modlitwy zostały wysłuchane! Absolutnie uwielbiam jego przyjaźń z Gu Yunem. Do tego cały wątek związku jego związku z doktor Chen, którego mi brakowało w głównej fabule… No to tu to dostałam odpowiednio rozwinięte. Po za tym dostaliśmy też rozdział o młodości pewnego stroniącego od kąpieli mnicha.

Bardzo podobało mi się, jak autorka potraktowała niepełnosprawność bohaterów. Bałam się, że na wszystkie ich przypadłości znajdą się lekarstwa i wyleczą się bez żadnych skutków ubocznych. Na szczęście miałam rację tylko w połowie. Bo o ile faktycznie lekarstwa się znajdują, to jednak kuracja nie jest stuprocentowo skuteczna, a pewnych uszkodzeń po prostu nie da się cofnąć.

Chyba moim największym rozczarowaniem wobec tego tomu, a w sumie to całej serii, jest to, jak małą rolę odegrali Ge Chen i Cao Chunhua. Owszem, to nie tak, że autorka o nich całkowicie zapomniała, ale spodziewałam się, że będzie ich więcej. A na dobrą sprawę nawet nie wiadomo, co Cao Chunhua robił po wojnie… Chłopaki zapowiadali się na naprawdę interesujące postacie, a ostatecznie pojawiali się tylko wtedy gdy byli potrzebni żeby pchnąć fabułę.

Udało mi się wyłapać parę niedociągnięć w kwestii wydania. Literówkę dostrzegłam tylko jedną, ale za to w tytule rozdziału. Za to parę razy wyłapałam, że tekst został źle sformatowany, co mnie zaskoczyło, bo nigdy wcześniej nie widziałam tego typu błędu, a jednak sporo książek czytam.

Za to absolutnie cudowna jest okładka tego tomu i ilustracja na rozkładówce. A mała ukryta ilustracja na wewnętrznej stronie skrzydełka to już wisienka na torcie.

Ogólnie, mimo paru mankamentów, seria mi się bardzo podobała. Bardzo chętnie bym obejrzała dramę na jej podstawie, która zresztą została nakręcona, ale utknęła w cenzorskim limbo po zaostrzeniu przepisów w Chinach. Nawet z wyciętym wątkiem romantycznym ta historia ma potencjał… Choć z romansem jest lepsza. Słyszałam opinie, że książek priest nie należy czytać dla romansu, bo jest go w nich bardzo mało. Może i mało, ale za to najwyższej jakości! Ja jak najbardziej polecam tę serię romantykom szukającym bardziej subtelnego romansu z rozbudowaną fabułą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz