Cykl: Princesa
Autor: Marcelina Świątek
Wydawnictwo: NieZwykłe
Gatunek: romans, obyczajowa
W normalnych warunkach bym na pewno po tę książkę nie sięgnęła. Pierwszy tom był po prostu zły, a drugi nie zapowiadał się lepiej. Ale, że BZK rządzi się swoimi prawami, twardym trzeba być nie miętkim, tak więc zmęczyłam i tę część.
Książka zaczyna się mniej więcej od tego, czym skończyła się poprzednia: Rosalie wskutek wypadku samochodowego straciła pamięć. Jako, że teraz William jest dla niej obcym człowiekiem, dziewczyna przeprowadza się z powrotem do rodziców. Kiedy w jej życiu znowu pojawia się Paul, który przedstawia jej inną wersję wydarzeń niż William, Rosalie nie wie komu może zaufać.
Zacznę od zalet tej książki. A właściwie zalety. Jest krótka, nie ma nawet dwustu stron. I to tyle.
A wady… Przede wszystkim fabuła tej książki to kilka niezwiązanych ze sobą wątków posklejanych na ślinę. Co gorsza, z większości z nich nic nie wynika.
Okazuje się, że w wypadku Rosalie straciła nie tylko pamięć, ale i dziecko. Co to zmienia w historii? Kompletnie nic, bo żadne z dwójki głównych bohaterów o tym nie wiedziało wcześniej.
Paul, który chce wykorzystać amnezję dziewczyny, by zdobyć jej względy? W sumie wątek, który zapowiadał się na główną oś fabuły zostaje rozwiązany bardzo szybko jedną rozmową. Już nie mówiąc o tym, że kompletnie bez znaczenia pozostał fakt, że w poprzednim tomie Stacy się w nim podkochiwała. Nie, wszyscy, łącznie z autorką o tym zapomnieli.
Kuzynka Williama, którą Rosalie wzięła za jego kochankę, przez co miała wypadek? Kolejny wytrych fabularny, ona się nawet nie pojawia osobiście, tylko jest wspomniana żeby była drama! Bo oczywiście Rosalie musi myśleć, że mąż ją zdradza.
Uzależnienie bohaterki od energetyków? Jak by ten wątek nie był absurdalny, to w tym tomie sprowadza się jedynie do tego, że ona lubi ten smak i w sumie z raz ją w sercu kłuje. Ale dlaczego nikt jej nie powiedział, że nie powinna tego pić? Rodzice? Lekarze? William?! Kurczę, przecież od tego może jej życie zależeć! W ogóle o depresji i myślach samobójczych bohaterka też zapomniała. Bardzo wygodne.
Dostajemy informację, że rodzice Rosalie nią manipulują i ją wykorzystują. Tylko nic w fabule tej książki tego nie potwierdza. Najbardziej jaskrawym przykładem tego „wykorzystania” jest scena, w której matka dziewczyny PROPONUJE jej sesję fotograficzną do magazynu. Nie każe, nie zmusza. Tylko mówi jej, że jakby chciała to dostała propozycję. No niesamowita manipulacja!
Sam wątek amnezji do niczego nie zmienia. Pojawia się parę scen, w których Rosalie odzyskuje wspomnienia, ale w ostatecznym rozrachunku nie mają one żadnego znaczenia.
Za to nie wiadomo po co dostajemy sceny z perspektywy Finna i Stacy. Gdzie nic to nie wnosi, no może poza rozepchaniem objętości książki, co jest absurdalne przy tym jak krótka ona jest. Finn jest bardzo irytującą postacią. Ja rozumiem, że on miał być takim lekkoduchem, ale wkurza gdy facet, który zaraz będzie ojcem nie umie zachować powagi nawet przez pięć minut, a jedyne o czym gada to alkohol i słabe suchary.
W ogóle temat alkoholu w tej książce. W poprzednim tomie też miałam wrażenie, że autorce się wydaje, że picie jest takie dorosłe, ale tam przynajmniej Rosalie nie lubiła imprez, więc scen spożycia nie było aż tak dużo. Zaś w tym tomie bohaterowie chleją, bo nawet piciem tego nazwać nie można, praktycznie co chwilę. Autorka dalej nie wie jak takie ilości alkoholu działają na organizm.
Tak samo zresztą ciąża. Bo oczywiście bohaterka ponownie zachodzi w ciążę. Widać, że to jest takie wyobrażenie nastolatki o tym jak powinno wyglądać szczęśliwe małżeńskie życie. Utopia, zero problemów, kochający mąż i gromadka dzieci. Realizmu zero.
Na koniec książki jeszcze dostajemy epilog o dzieciach bohaterów, który nic nie wnosi i nie ma żadnego związku z treścią samej powieści.
Styl autorki się nie zmienił, dalej jest źle. Tak samo redakcja i korekta. Znowu dopadła mnie klątwa brakujących myślników.
Nie polecam. Drugi tom powiela wszystkie błędy poprzedniego a do tego dorzuca nowe. Jeśli autorka chce dalej pisać książki to powinna solidnie popracować nad warsztatem, bo w obecnej formie tego nie widzę.










