Cykl: Green Creek
Autor: TJ Klune
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: romans, fantasy
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że w poniższej opinii znajdują się spoilery do „Pieśni Serca”. O ile o poprzednich tomach byłam w stanie napisać prawie bezspoilerowo, tak o tym się nie dało. Więc jeśli ktoś planuje czytać tę serię i nie chce psuć sobie niespodzianki (a warto podejść do tej serii z czystą kartą) to radzę zakończyć czytanie w tym momencie.
Pozostałych zapraszam do lektury.
W Caswell Carter Bennett zrozumiał kim jest szary wilk, który towarzyszył mu przez ostatnie kilka lat. Ale zrobił to za późno, Gavin odszedł, by ocalić watahę przed swoim ojcem. Teraz Carter wyrusza w samotną podróż, by odnaleźć to, co jeszcze niedawno brał za pewnik.
Powiem tak, jak na finałowy tom to „głównej” fabuły jest tu mało. Bardzo mało. Antagonista jest tu mniej postacią, a bardziej siłą żywiołu, bardziej bestią niż człowiekiem. Wszystko, co mieliśmy dowiedzieć się o jego motywacjach dowiedzieliśmy się w tomie poprzednim. I w sumie mam wrażenie, że sam finał rozegrał się za szybko.
Ale! To nie jest najważniejsze w tej książce. Bo najważniejsze w tym tomie są relacje między postaciami. A pod tym względem to jest cud miód i orzeszki. Jak już tytuł wskazuje, dużo miejsca poświęcono tutaj relacjom między braćmi. I muszę autora pochwalić za to, że udało mu się napisać rodzeństwo, które jest do siebie podobne, a równocześnie każdy z braci Bennettów (i w sumie nie tylko, bo rodzeństw w tym tomie jest więcej) ma własny unikalny charakter.
Ważnym motywem w tej części jest też ciągłe popełnianie tych samych błędów i mierzenie się z ich konsekwencjami. Zarówno tych popełnionych samodzielnie, jak i tych popełnionych przez rodziców. Autor pięknie pokazuje, że można być jednocześnie dobrym człowiekiem, dobrym ojcem a jednocześnie popełniać fatalne w skutkach błędy. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. To tak cudownie ludzkie. Jest to też ten przypadek książki, gdzie mimo że bohaterowie nieraz i nie dwa podejmują głupie decyzje, to można zrozumieć dlaczego.
Uwielbiam romans w tej książce. Carter i Gavin są tak świetnymi postaciami, że nie da się ich nie kochać. Panowie mają niesamowitą wręcz chemię, obserwowanie interakcji między nimi daje ogromną frajdę. Carter pod maską żartów i brawury jest starszym bratem, który całe życie stawiał potrzeby innych ponad swoje. W dodatku całe życie sądził, że jest hetero a tu jego towarzysz życia okazał się mężczyzną. Z kolei Gavin… cóż, Gavin to Gavin. Nic więcej nie napiszę, bo poznawanie Gavina to jedna z największych przyjemności płynących z tej książki. Powiem tylko, że Gavin jest całkowicie inny niżby się można spodziewać i to jest w nim piękne.
Nawet do sceny seksu nie mam jakichś większych zastrzeżeń. Nie wiem, czy to wynika z tego, że autor się wyrobił w pisaniu takich scen, czy z tego jak dobrze osadzona jest ona w historii, jak podbudowana emocjonalnie. W tej książce seks jest po coś, a nie tylko po to by móc opisać ładny tyłek. Albo po prostu ja tak kocham tych bohaterów, że patrzę na to przez różowe okulary, jest taka opcja.
W ogóle jestem zachwycona tym, że TJ Klune napisał cztery romanse, a każdy z nich ma inną dynamikę między główną parą. I to mimo tego, że w każdej książce jedną ze stron romansu jest członek rodziny Bennettów i widać rodzinne podobieństwo. Ani razu nie miałam poczucia, że czytam kopię tego, co było w poprzednich książkach. Przynajmniej nie w kwestii romansów, bo bohaterowie jednak mają tendencję do popełniania tych samych błędów.
Humor jest w tej książce absolutnie fantastyczny, śmiałam się nie raz w głos. A chwilę później miałam łzy w oczach, bo autor funduje niesamowity rollercoaster emocjonalny. Polecam.
Co do polskiego tłumaczenia, to jest całkiem dobre. Zdarzyło się, co prawda, parę dziwnie sformułowanych zdań oraz brakujących znaków interpunkcyjnych… A właśnie, mógłby mi ktoś wyjaśnić czemu ciągle trafiam na książki z brakującymi myślnikami?! Gdzie są moje myślniki, ja się pytam!
Nawet ciężko mi wyrazić jak kocham tę książkę. Czy jest idealna? Oczywiście, że nie, ma swoje braki. Ale koniec końców, nie wpływają one na czystą radość płynącą z czytania tego. Zaczynając tę serię nie spodziewałam się, że aż tak pokocham tych bohaterów, że tak mnie ta historia chwyci za serce. A tu proszę, teraz ciężko mi nawet myśleć o czytaniu czegokolwiek innego, takiego mam kaca książkowego. Absolutnie cudowne doświadczenie. Epickie i kapitalne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz