wtorek, 7 lipca 2026

Cesarstwo potępionych - Jay Kristoff

Tytuł: Cesarstwo potępionych
Seria: Wampirze cesarstwo
Autor: Jay Kristoff
Wydawnictwo: MAG
Gatunek: fantasy

Jeśli nie czytaliście „Wampirzego cesarstwa” to nie macie tu czego szukać, będą spoilery do pierwszego tomu, a ta seria jest zbyt fajna żeby sobie ją psuć. Tu macie moją reckę.

A jeśli czytaliście, to zapraszam.

Gabriel de León zdradził zakon, do którego dawniej należał i ocalił życie Graala, grzebiąc nadzieje ludzkości na powrót dnia. Jednak czy na pewno? Razem z Dior i Celene wyrusza, by poznać prawdziwe przeznaczenie Graala. Po drodze Gabe będzie musiał zmierzyć się z kolejnymi z dzieci Wiecznotrwałego Króla, potężnym klanem Dyvoków, a nade wszystko – z konsekwencjami własnych czynów.

Oj, dzieje się w tym tomie, dzieje. Ciężko cokolwiek napisać, żeby nie zdradzić za dużo. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, kolejne elementy układanki wpasowują się w swoje miejsce. Mam wrażenie, że ten tom nie jest aż tak przewidywalny jak pierwszy. Dalej nie jest to nie wiadomo jak oryginalna historia, ale parę razy autorowi udało się mnie zaskoczyć. Z drugiej strony sporo rzeczy domyśliłam się wcześniej niż powinnam. Mam wrażenie, że w dużej mierze frajda z czytania tej serii zależy od tego jak dobrzy jesteście w wychwytywaniu takich wskazów: im lepiej wam to idzie, tym mniej rzeczy was zaskoczy, wydaje mi się, że Kristoff rzuca odrobinę zbyt oczywiste poszlaki.

Co nie zmienia faktu, że dalej czyta się to doskonale, o czym najlepiej świadczy fakt, że przeczytałam tę cegłę w osiem dni.

Niezmiennie podoba mi się przedstawienie wampirów w tej serii, to jak wiele autor czerpie z klasycznego wizerunku tych stworów: nie mogą wejść do domu niezaproszone, nie mogą przekroczyć płynącej wody itp., brakowało mi takich wampirów we współczesnej popkulturze. Wampiryzmu przedstawionego jako klątwa. W tym tomie dowiadujemy się więcej o klanie Dyvoków, wampirów wyróżniających się niezwykłą siłą, nawet wśród swojego rodzaju. Przez to też walki w tym tomie są bardzo w stylu anime, bo Dyvokowie walczą za pomocą ogromnych mieczy.

Prawdę mówią, ja bardzo chętnie obejrzałabym anime (albo animację w stylu „Castlevanii”) na podstawie tej serii. Jay Kristoff często kieruje się „rule of cool” i, o ile nie uważam, żeby zawsze było to dobre podejście, tak w przypadku tej serii sprawdza się doskonale.

Poza wampirami dużo miejsca w tym tomie poświęcono tancerzom zmierzchu – zmiennokształtnym z Osswayu. Podoba mi się jak rozrasta się światotwórstwo tego uniwersum.

Jednak przede wszystkim sercem tej historii pozostają jej bohaterowie i relacje między nimi. Może i motyw twardziela, który stracił wszystko i dziewczyny, która nie miała rodziny, którzy stają się dla siebie rodziną jest ograny, ale działa! Naprawdę przyjemnie się ogląda rozwój relacji tej dwójki.

Zaskoczyła mnie obecność wątku miłosnego z udziałem Gabriela. Jakoś nie spodziewałam się, że po stracie żony on kogoś do siebie dopuści, nawet jeśli nie była to relacja stricte romantyczna. Co mi się w sumie podoba, bo nie każda relacja musi być wielką miłością.

Serce złamał mi wątek Aarona i Baptiste, ale nic więcej nie zdradzę. To po prostu bolało.

Ciekawa jest relacja Gabriela z jego siostrą, zwłaszcza, że mamy okazję usłyszeć też jej wersję wydarzeń. Ile tam jest uraz między tym rodzeństwem, a jednocześnie widać, że u podstaw tego wszystkiego leży rodzinna miłość. No, ciekawie się to czyta.

No i niezmiennie zachwycają wstawki z Jeanem- François, wampirzym historykiem spisującym tę historię. Ile tam jest homoerotycznego napięcia! Ja powinnam przestać zaczynać książki z założeniem żeby były niegejowe, bo za każdym razem kończę z najbardziej gejowymi książkami, jakie się da napisać nie pisząc romasu... Znaczy nie narzekam, ale to już drugi raz! Wszechświat chce mi coś przekazać i ja tęczę widzę w tym przekazie!

Polskie tłumaczenie dalej mi się podoba. I dalej zdarzają się irytujące literówki. Innymi słowy: poziom względem pierwszego tomu się nie zmienił.

Podsumowując: polecam! Drugi tom spełnił pokładane w nim nadzieje. To dalej jest fajna historia z fajnymi bohaterami, która potrafi momentami złamać serce. Ale przede wszystkim jest po prostu fajna. A czasem właśnie tyle wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz