piątek, 20 lutego 2026

Pieśń Braterstwa - TJ Klune

Tytuł: Pieśń Braterstwa
Cykl: Green Creek
Autor: TJ Klune
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: romans, fantasy

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że w poniższej opinii znajdują się spoilery do „Pieśni Serca”. O ile o poprzednich tomach byłam w stanie napisać prawie bezspoilerowo, tak o tym się nie dało. Więc jeśli ktoś planuje czytać tę serię i nie chce psuć sobie niespodzianki (a warto podejść do tej serii z czystą kartą) to radzę zakończyć czytanie w tym momencie.

Pozostałych zapraszam do lektury.

W Caswell Carter Bennett zrozumiał kim jest szary wilk, który towarzyszył mu przez ostatnie kilka lat. Ale zrobił to za późno, Gavin odszedł, by ocalić watahę przed swoim ojcem. Teraz Carter wyrusza w samotną podróż, by odnaleźć to, co jeszcze niedawno brał za pewnik.

Powiem tak, jak na finałowy tom to „głównej” fabuły jest tu mało. Bardzo mało. Antagonista jest tu mniej postacią, a bardziej siłą żywiołu, bardziej bestią niż człowiekiem. Wszystko, co mieliśmy dowiedzieć się o jego motywacjach dowiedzieliśmy się w tomie poprzednim. I w sumie mam wrażenie, że sam finał rozegrał się za szybko.

Ale! To nie jest najważniejsze w tej książce. Bo najważniejsze w tym tomie są relacje między postaciami. A pod tym względem to jest cud miód i orzeszki. Jak już tytuł wskazuje, dużo miejsca poświęcono tutaj relacjom między braćmi. I muszę autora pochwalić za to, że udało mu się napisać rodzeństwo, które jest do siebie podobne, a równocześnie każdy z braci Bennettów (i w sumie nie tylko, bo rodzeństw w tym tomie jest więcej) ma własny unikalny charakter.

Ważnym motywem w tej części jest też ciągłe popełnianie tych samych błędów i mierzenie się z ich konsekwencjami. Zarówno tych popełnionych samodzielnie, jak i tych popełnionych przez rodziców. Autor pięknie pokazuje, że można być jednocześnie dobrym człowiekiem, dobrym ojcem a jednocześnie popełniać fatalne w skutkach błędy. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. To tak cudownie ludzkie. Jest to też ten przypadek książki, gdzie mimo że bohaterowie nieraz i nie dwa podejmują głupie decyzje, to można zrozumieć dlaczego.

Uwielbiam romans w tej książce. Carter i Gavin są tak świetnymi postaciami, że nie da się ich nie kochać. Panowie mają niesamowitą wręcz chemię, obserwowanie interakcji między nimi daje ogromną frajdę. Carter pod maską żartów i brawury jest starszym bratem, który całe życie stawiał potrzeby innych ponad swoje. W dodatku całe życie sądził, że jest hetero a tu jego towarzysz życia okazał się mężczyzną. Z kolei Gavin… cóż, Gavin to Gavin. Nic więcej nie napiszę, bo poznawanie Gavina to jedna z największych przyjemności płynących z tej książki. Powiem tylko, że Gavin jest całkowicie inny niżby się można spodziewać i to jest w nim piękne.

Nawet do sceny seksu nie mam jakichś większych zastrzeżeń. Nie wiem, czy to wynika z tego, że autor się wyrobił w pisaniu takich scen, czy z tego jak dobrze osadzona jest ona w historii, jak podbudowana emocjonalnie. W tej książce seks jest po coś, a nie tylko po to by móc opisać ładny tyłek. Albo po prostu ja tak kocham tych bohaterów, że patrzę na to przez różowe okulary, jest taka opcja.

W ogóle jestem zachwycona tym, że TJ Klune napisał cztery romanse, a każdy z nich ma inną dynamikę między główną parą. I to mimo tego, że w każdej książce jedną ze stron romansu jest członek rodziny Bennettów i widać rodzinne podobieństwo. Ani razu nie miałam poczucia, że czytam kopię tego, co było w poprzednich książkach. Przynajmniej nie w kwestii romansów, bo bohaterowie jednak mają tendencję do popełniania tych samych błędów.

Humor jest w tej książce absolutnie fantastyczny, śmiałam się nie raz w głos. A chwilę później miałam łzy w oczach, bo autor funduje niesamowity rollercoaster emocjonalny. Polecam.

Co do polskiego tłumaczenia, to jest całkiem dobre. Zdarzyło się, co prawda, parę dziwnie sformułowanych zdań oraz brakujących znaków interpunkcyjnych… A właśnie, mógłby mi ktoś wyjaśnić czemu ciągle trafiam na książki z brakującymi myślnikami?! Gdzie są moje myślniki, ja się pytam!

Nawet ciężko mi wyrazić jak kocham tę książkę. Czy jest idealna? Oczywiście, że nie, ma swoje braki. Ale koniec końców, nie wpływają one na czystą radość płynącą z czytania tego. Zaczynając tę serię nie spodziewałam się, że aż tak pokocham tych bohaterów, że tak mnie ta historia chwyci za serce. A tu proszę, teraz ciężko mi nawet myśleć o czytaniu czegokolwiek innego, takiego mam kaca książkowego. Absolutnie cudowne doświadczenie. Epickie i kapitalne.

piątek, 13 lutego 2026

Pieśń Serca - TJ Klune

Tytuł: Pieśń Serca
Cykl: Green Creek
Autor: TJ Klune
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: romans, fantasy

Kolejny tom serii „Green Creek” za mną.

Robbie Fontaine zawsze szukał swojego miejsca w świecie. I gdy w końcu wydawało mu się, że je znalazł, zaczęły nawiedzać go sny i niepokojące wizje...

Ciężko cokolwiek napisać o fabule tej książki żeby nie popsuć frajdy z czytania. A frajda jest naprawdę spora, zwłaszcza na początku, gdy jeszcze nie wiadomo o co chodzi. Mam na to świadków! Ta książka jest zupełnie nie tym czego się spodziewałam i absolutnie kocham ją za to.

Ta część jest bardziej skupiona na fabule, romans jest tu dużo delikatniejszy, niż w poprzednich częściach. Podejrzewam, że w dużej mierze zawdzięczamy to orientacji Kelly’ego. Ponieważ mamy tu rzadki przypadek romansu z bohaterem aseksualnym. I muszę przyznać, że ten romans naprawdę mi się podobał. Obaj bohaterowie mają naprawdę przyjemne charaktery. Obaj są łagodni i słodcy, razem i osobno. I przede wszystkim to chyba najzdrowsza relacja romantyczna w tej serii. Nie ma tutaj ranienia się nawzajem, cały dramat ma źródło zewnętrzne.

Dużo w tym tomie smutku i tęsknoty. Szukania własnej tożsamości i miejsca, do którego się przynależy. Przez to też ta książka doprowadziła mnie na skraj łez. Autor umiał uderzyć akurat tam, gdzie mnie boli. I z każdym tomem trafia coraz celniej.

Muszę też w tej części pochwalić scenę intymną. Jest tylko jedna, jest krótka, ma istotne znaczenie fabularne, a dodatkowo jest napisana dużo delikatniej niż w poprzednich tomach, większy nacisk jest położony na uczucia bohaterów niż na akt fizyczny.

Podoba mi się, że w tym tomie też większy nacisk jest postawiony na relacje platoniczne między członkami watahy. O ile jest to motyw regularnie powracający w tej serii, tak mam wrażenie, że w żadnej z poprzednich części nie był on aż tak istotny jak w tej. Po prostu uwielbiam relację Robbiego z Gordo. I z innymi członkami stada też. Po prostu ta seria ma w sobie tyle pozytywnych emocji. Mimo że bohaterowie nie są idea

Mam mieszane uczucia do tego co się w tym tomie dzieje z ludzkimi członkami watahy. W sensie, fabularnie to ma sens, jest bardzo logiczne. Ale jednocześnie mam wrażenie, że autor zrezygnował z bardzo ciekawej dynamiki. Za to podobało mi się, że w tym tomie Rico nie robił tylko i wyłącznie za comic relief. Owszem, wciąż ma najlepsze teksty, ale jego rola w historii jest dużo bardziej dramatyczna.

Humor trzyma poziom poprzednich części. Uwielbiam wilcze zaloty. I coming outy w najmniej odpowiednich momentach.

Nie za bardzo przekonują mnie motywacje głównego złego. Znaczy, on jest kompletnie szalony, owszem, niezwykle niebezpieczny i w ogóle, ale wolę trochę bardziej racjonalnych złoli. Acz jeśli chodzi o jego metody działania, to tu już był cud miód i orzeszki. Naprawdę, momentami to skręcało w kierunku horroru, a nawet horroru psychologicznego.

Jeśli chodzi o polskie tłumaczenie, to muszę je pochwalić. Nie tylko jeśli chodzi o ten tom, ale o całokształt serii. Czyta się to świetnie. Widać, że tłumacz się naprawdę przyłożył do tego tekstu, bo niektóre cytaty brzmią po polsku dużo fajniej niż w oryginale. Co do tego tomu, to mam taki zarzut, że pod koniec pojawia się trochę literówek, brakuje paru myślników… Mam flashbacki z Wiet… znaczy z „Koła Czasu”.

Bardzo mi się ta książka podobała. Była tak inna od poprzedniczek, tak cudownie smutna i delikatna… No, ciężko się nie zakochać w tej historii. Polecam z całego serca.

niedziela, 8 lutego 2026

Krucza Pieśń - TJ Klune

Tytuł: Krucza Pieśń
Cykl: Green Creek
Autor: TJ Klune
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: romans, fantasy

Gordo w młodości został czarownicą watahy Bennettów. Jednak Bennettowie wyjechali z Green Creek, zostawiając go samego. Wiele lat później Bennettowie wrócili, a w ślad za nimi bestia. Gordo razem z członkami watahy wyjechał w poszukiwaniu zemsty. Po ich powrocie do Green Creek wydawałoby się, że w końcu w życiu bohaterów zapanuje spokój, jednak na terytoriów Bennettów coraz częściej zaczynają pojawiać się Omegi...

O ile „Wilcza Pieśń” to była ciągła, linearna historia, tak struktura tej powieści jest dużo bardziej skomplikowana. Na początku mamy opis tych trzech lat, kiedy Gordo razem z Joe i jego braćmi ścigał Richarda. Potem jest przeskok do czasu po finale pierwszego tomu. A w to wszystko dodatkowo wplecione są retrospekcje z młodości Gordo.

Gordo jest ciekawą postacią. Z wierzchu twardy facet, a w środku wrażliwiec. Jedno mówi, drugie myśli. Przekonał sam siebie, że nienawidzi Bennettów. W sumie przez sporą część książki zachowuje się jak dupek, którego ma się ochotę walnąć w ten pusty łeb. Bardzo ciekawie w tym tomie jest zarysowana jego relacja z Thomasem Bennettem. W sumie uważam, że była ona ważniejsza niż romans z Markiem. Do tego dostajemy jeszcze tradycyjną już w tej serii trudną relację z ojcem. I masę żalu. No i oczywiście relację z Oxem, który jest dla Gordo postronkiem. Chociaż akurat spodziewałam się, że o Oxie będzie więcej. Za to bardzo fajnie została opisana relacja z braćmi Bennett.

Trochę mi brakuje jakoś bardziej zarysowanej osobowości u Marka. Trochę za bardzo jego postać wydaje się skupiona na Gordo. Choć może to wynikać też z tego, że narratorem powieści jest Gordo, a on przez większą część historii celowo stara się nie myśleć o Marku… Choć z marnym skutkiem. Mark jest przede wszystkim rozdarty między miłością do Gorda a lojalnością wobec stada. Trochę nie rozumiem po co został wprowadzony wątek Dale’a, skoro Markowi wyraźnie cały czas zależy na odzyskaniu Gordo. Znaczy nie rozumiem w kontekście romansu, bo w szerszej fabule to miało sens.

To jest trudna relacja. Panowie są pełni żalu, ranią się nawzajem, ich przeszłość ciągnie się za nimi. Ale są dla siebie bardzo ważni, nawet jeśli nie chcą tego przyznać (bardziej Gordo). O ile poprzedni tom był opowieścią o młodej miłości, tak ten to opowieść o uczuciu dwóch dojrzałych facetów, których uczucie pełne jest cierni i ostrych krawędzi. Skłamałabym, że ich historia mnie nie chwyciła za serce. Bo o ile takich momentów chwytających było dla mnie mniej, to jest jedna taka scena… Która pojawia się w sumie dwa razy, ale za drugim razem tak szarpie śledzioną… Może łzy nie poleciały, ale było blisko.

Chłopaki z warsztatu po raz kolejny kradną show. A jest ich w tym tomie całkiem sporo, dowiadujemy się, że z Gordo przyjaźnią się od dzieciństwa. Wcześniej myślałam, że może są od niego młodsi, ale nie, oni są po prostu niedojrzali. I oby się nie zmieniali! A jednocześnie potrafią pokazać siłę charakteru. No cudowni są. Odpowiadają z większość humoru w tej serii. Za resztę odpowiadają Carter i Kelly. Scena przeciągania liny mnie rozwaliła.

Ox i Joe jako Alfy są bardzo dobrze napisani, choć mam wrażenie, że jednak więcej charyzmy ma Ox. Ale są świetni w przewodzeniu stadu.

Podoba mi się jak napisani są faceci w tych książkach. To są naprawdę twardzi, męscy mężczyźni, a jednocześnie nie ma tu tej nieznośnej smalczej energii. Jest za to sporo wrażliwości, ale bez zniewieścienia. Bardzo zdrową męskość się autorowi udało uchwycić.

Absolutnie uwielbiam kobiety w tej serii. Wszystkie. Elizabeth jest wspaniała, Jessie wali tych idiotów w te puste łby w moim imieniu, a Bambi… Bambi to Bambi! Jest cudowna.

Dowiadujemy się w tym tomie więcej o funkcjonowaniu świata przedstawionego w tej książce. Jak wyglądają zależności między wilkołakami, czarownicami i myśliwymi. O tym jak działa magia i postronki. Czym dokładnie są Omegi. O hierarchii wśród wilków. No i przeszłości bohaterów. Fabuła zaczyna nabierać rozmachu.

Do scen zbliżeń mam te same zarzuty co przy pierwszym tomie, więc nie będę się powtarzać.

Bardzo podobały mi się w tym tomie nawiązania do wiersza „Kruk” Edgara Allana Poego. Fajny klimat to robi.

Literówek kilka się trafiło, ale nie było ich tyle bym miała korektę od czci i wiary odsądzać. Ot, zwykły ludzki błąd. Tłumaczenie czytało się przyjemnie.

Książka bardzo mi się podobała. To jest zaskakująco mądra seria, ciepła, chwytająca za serce. Ciężko się od niej oderwać.

poniedziałek, 2 lutego 2026

Wilcza Pieśń - TJ Klune

Tytuł: Wilcza Pieśń
Cykl: Green Creek
Autor: TJ Klune
Wydawnictwo: Akurat
Gatunek: romans, fantasy

I oto nadeszła wiekopomna chwila, wzięłam się za pierwszy tom serii „Green Creek”, czyli osławione Homowilkołaki. Książka odleżała u mnie równo dwa lata (poważnie, kupiłam ją w lutym 2024 roku!), a że po ostatnich lekturach baaardzo potrzebowałam czegoś lekkiego i przyjemnego.

Kiedy Ox miał dwanaście lat jego ojciec porzucił rodzinę, na odchodnym mówiąc mu, że ludzie zawsze będą go traktować chujowo. Cztery lata później do domu obok wprowadzili się Bennetowie, a Ox poznał Joego, chłopca, który na jego widok zaczął gadać jak najęty, mimo że nie odzywał się przez ostatnie dwa lata. Ox zaprzyjaźnia się z chłopcem i jego rodziną, a wkrótce poznaje ich sekret...

Sercem tej historii zdecydowanie są postacie i relacje między nimi.

Ox jest świetnym protagonistą. Ox nie zawsze radzi sobie z wyrażaniem swoich myśli, przez co większość ludzi ma go za przygłupiego. Ale to tylko pozory, bo Ox tak naprawdę jest inteligentny, wrażliwy i odpowiedzialny. Po prostu nie umie tego wyrazić. Dodatkowo jego samoocenę mocno obniżają słowa jakie usłyszał od ojca. Bardzo podobał mi się jego wątek, rola, jaką musiał przyjąć. Przez to też, mam trochę mieszane odczucia do zakończenia.

Joe to z kolei pozornie radosny dzieciak, który jednak mimo młodego wieku wiele przeżył. A przeżyje jeszcze więcej w przyszłości…

Relacja bohaterów jest pełna ciepła i takiej… delikatności? Owszem, można ją nazwać miłością od pierwszego wejrzenia, tyle że nie jest to od początku miłość romantyczna. Na szczęście, biorąc pod uwagę różnicę wieku. Czuć, że jest to od początku coś więcej niż przyjaźń, ale aspekt romantyczny tej relacji rozwija się dużo później. Po prostu ta dwójka jest bratnimi duszami.

Duże znaczenie mają też relacje Oxa z innymi bohaterami, całą watahą Bennetów, z Gordo, który jest dla Oxa jednocześnie przyjacielem, ojcem i bratem, z kolegami z warsztatu. Podoba mi się, że to nie jest książka tylko o romansie, ale przede wszystkim o rodzinie, nie koniecznie tej, z którą wiążą nas więzy krwi. Tak wiele jest w tej książce ciepła i miłości w różnych postaciach. Może nie wycisnęła ta powieść ze mnie łez, ale nie raz czułam gulę w gardle.

Humor trafił całkowicie w mój gust. Czy jest wysokich lotów? Nie, raczej nie. Czy tarzałam się ze śmiechu? Absolutnie tak. Teksty chłopaków z warsztatu albo Cartera i Kelly’ego są cudowne.

Bardzo podoba mi się, że chociaż to jest romans i wątek miłosny w znacznym stopniu napędza historię, to fabuła nie jest pretekstowa i nie służy tylko temu by zbliżyć do siebie bohaterów. Wiele wydarzeń miałoby miejsce nawet gdyby Ox i Joe nic do siebie nie czuli. Owszem, zapewne wtedy wiele z nich potoczyłoby się inaczej, a bohaterowie podjęli by inne decyzje, ale nie zmienia to faktu, że ta książka ma fabułę!

Historia toczy się niespiesznie, czuć klimat prowincjonalnego miasteczka. Przedstawienie samych wilkołaków może nie było zbyt oryginalne, ale jednak w miarę sensowne.

Podobało mi się w jaki sposób autor podszedł do orientacji seksualnej bohaterów. Bo owszem, ma to znaczenie, w końcu to gejowski romans, ale nie jest to sednem tej historii. Wątek szukania własnej tożsamości się pojawia, ale to jest po przede wszystkim opowieść o miłości, która zdarzyła się akurat między dwoma mężczyznami.

Największy mój zarzut względem tej książki dotyczy scen erotycznych. Są trochę za długie i zbyt dosadne na mój gust. Ale na szczęście nie ma ich dużo i, przede wszystkim, były dobrze podbudowane. Autor pozwolił czytelnikowi najpierw poznać bohaterów i uwierzyć w ich uczucie nim wsadził ich do łóżka. Muszę też powiedzieć, iż widać, że pisał to facet, co absolutnie wadą nie jest, po prostu widać, że skupia się na innych szczegółach niż autorki romansów. Dodaje to autentyczności.

Co do polskiego wydania. Trafiło się parę literówek, miejscami tłumaczenie było koślawe. Ale błędy te nie pojawiały się aż tak często by przeszkadzać w czytaniu.

Ciężko mi tę książkę ocenić. Zdaję sobie sprawę, że nie jest ona idealna, ma swoje wady. Tylko czy to ma takie znaczenie? To jedna z tych książek, przy których mój wewnętrzny krytyk siedzi cicho, bo zbyt się wciągnął w opowieść. Bo to po prostu było epickie i kapitalne.