Cykl: Grzesznicy
Autor: Sophie Lark
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Gatunek: romans
Dlaczego ja to sobie robię?! Tak, oto moja opinia o kolejnej książce w ramach Booktouru Złych Książek i dzisiaj dla odmiany mamy mocnego kandydata ta najgorszą książkę na tej liście. A w sumie to w ogóle na najgorszą książkę.
Cole Blackwell i Alastor Shaw są rywalizującymi ze sobą artystami. Ale rywalizują ze sobą nie tylko jeśli chodzi o sztukę. Obaj są bowiem seryjnymi mordercami. Poza tym różni ich wszystko. Shaw jest brutalny, emocjonalny i lubi zabijać kobiety. Cole zaś uważa kobiety za zbyt łatwą dla siebie zdobycz, jest chłodny i wyrachowany. Na ogół panowie nie wchodzą sobie w drogę. Do czasu aż Cole zwraca (chwilowo) uwagę na Marę. Shaw przekonany, że znalazł słabość rywala porywa dziewczynę i zostawia ledwo żywą w miejscu, w którym wie, że Cole ją znajdzie. Ten jednak ignoruje „prezent” i ani nie pomaga dziewczynie ani jej nie zabija. Jednak gdy dowiaduje się, że dziewczyna jednak przeżyła jego zainteresowanie jej osobą wzrasta.
Ta książka nie działa jako romans między Cole’em a Marą, bo po prostu Cole jest psychopatą. W ogóle miałam wrażenie, jakby wycięto z tej książki całą środkową część, po prostu relacja między tą dwójką rozwija się za szybko. W jednej chwili Cole zaczyna ją stalkować, w kolejnej już wchodzą w jakąś dziwną relację mistrz-uczennica i to jeszcze z aspektem seksualnym.
To nie działa nawet jako erotyk, bo sceny zbliżeń są opisane w sposób tak wulgarny i niesmaczny, że libido od nich spada. Bohaterowie nie uprawiają seksu, oni się pieprzą. Naprawdę, to jest jedyne słowo jakim ta czynność jest określana w tej książce. Do tego słowo „cipka” pada tak często, że ja naprawdę miałam dość.
Kryminałem też raczej ta książka być nie miała. Nie ma tu żadnej zagadki, cała fabuła ma na celu tylko zbliżyć do siebie Cole’a i Marę. Mam po prostu wrażenie jakby autorka obejrzała serialowego „Hannibala” i chciała napisać swoją wersję. I wyszedł jej taki „Hannibal” z Temu, za 3 złote plus VAT. Widać tu tę fascynację artystyczną stroną zbrodni, tę perwersję. A jednocześnie, mimo że to historia o artystach, zdecydowanie brakuje tu dobrego smaku.
Co do postaci. Zasadniczo jakieś bardziej rozbudowane charaktery mają tu tylko Cole i Mara. Alastor jest bardziej narzędziem fabularnym niż postacią.
Cole to wręcz podręcznikowy psychopata. On nie odczuwa uczuć, on jest ponad to! Każdemu pokazuje inną twarz, manipuluje ludźmi, by uzyskać od nich to czego chce. A robi tylko to co chce, nieważne jak nie moralne by to było. Ego ma wielkości nawet nie Mount Everestu, ale Olympus Mons (najwyższa góra w Układzie Słonecznym, jakby co).
Mara nie ma żadnego instynktu samozachowawczego, inteligencją też nie grzeszy. Strasznie wkurzające jest to, że w pewnym momencie całkowicie zapomina, że Cole jej nie pomógł, kiedy wykrwawiała się na odludziu! Ale jest pewna doza realizmu w tym jak porąbaną ona ma psychikę, biorąc pod uwagę jej dzieciństwo. I czasami potrafi być zaskakująco asertywna. Jest najlepiej napisaną postacią w tej książce, bo choć więcej czasu spędzamy w głowie Cole’a (chyba, tak naprawdę nie liczyłam) to o niej dowiadujemy się zdecydowanie więcej.
Ja naprawdę nie mam pojęcia o czym miała być ta książka. Nie widzę w niej żadnej głębszej myśli, żadnego drugiego dna czy refleksji. A potencjał był. Tam naprawdę można było zawrzeć dywagacje na temat natury ludzkiej czy znaczenia sztuki. Tylko, że autorka się na to nie zdecydowała. Powieść jest pod tym względem niezwykle płytka, wręcz pornograficzna. Mamy tu dewiację dla samej dewiacji, bez żadnej głębszej myśli ani fabuły, która by chociaż to równoważyła. Ot, dwóch psycholi i dziewczyna bez żadnego instynktu samozachowawczego, która przez przypadek stała się pionkiem w ich grze. To do niczego nie zmierza. Autorka twierdzi, że pisanie tej książki było dla niej formą terapii. To ja jej jednak polecam prawdziwą terapię.
Zakończenie jest raczej otwarte, w końcu istnieje drugi tom. A jednocześnie cała książka jest napisana w taki sposób, że miałam wrażenie, że to się powinno zamknąć w jednym.
Czyta się tę książkę fatalnie. I nie chodzi mi o różne drastyczne opisy, które wcale drastyczne nie są. Nie, w tej książce po prostu brak logiki. W jednej chwili Mara oskarża Cole’a, że ten oszukuje mówiąc, że go nie widziała gdy była porwana, tylko problem polega na tym, że on powiedział coś dokładnie przeciwnego! Pędzący samochód zatrzymujący się w jednej chwili? Pewnie! Tatuowanie w pozycji stojącej przez całkowicie niedoświadczonych w tym ludzi? Jasna sprawa! Wielokrotny seks analny bez żadnego przygotowania skutkujący orgazmem? W czym problem?
Językowo ta książka jest okropna. Nie wiem czy to wina autorki czy tłumaczki, ale to jest napisane fatalnie.
Absolutnie nie polecam tej książki nikomu. Tu nie ma nic, co by się mogło spodobać. Nie wiem jak coś takiego mogło zostać nie tylko wydane, ale też przetłumaczone na inny język. Jest to dla mnie niepojęte.


